Co nowego?

18 Kwi

Dzień Kultury Japońskiej w Łodzi! Wpadnij spotkać się z nami oraz pograć w gry wideo.


7 Lut 2025

Astropiździarz

Gdy byłem dzieckiem nie mieliśmy Internetu i smartfonów. Mleko piło się najpierw słodkie, potem kwaśne, później zsiadłe, a na końcu siedziało się w domu na zwolnieniu i oglądało Polsat.Gdy do wyboru miało się coś koło 5 (słownie – pięciu) kanałów telewizyjnych, z czego trzy państwowe, to oferta programowa stacji Pana Solorza stanowiła łakomy kąsek dla każdego Polaka.Filmy emitowane w cyklu „Mega Hit” miały pewne cechy wspólne. Były mega i były hitami. Prawdopodobnie w taki to sposób zaznajomiłem się w mym pacholęctwie z amerykańskim kinem akcji, w którym dobrzy gliniarze zabijali złych ludzi, rzucając przy tym chłodne teksty. Wspomnienia te powróciły do mnie w ostatnich dniach, gdy na wspaniałym ekranie typu OLED mojej Vity wyświetlała się nie mniej piękna gra o tytule Policenauts (pol. Astrolicjanci).

Policenauts 1

Czytaj dalej...


29 Sty 2025

Podsumowanie roku 2024 - jakbu

Sprawdzając zeszłoroczne podsumowanie widzę, że co nieco nakłamałem. Pośpieszyłem się z napisaniem tekstu, gdyż Yakuzę 3 przeszedłem jeszcze w 2023. Falstart. Zakładałem, że premierowo ogram więcej gier, lecz nie przeszedłem żadnej. Zrezygnowałem z subskrypcji Game Pass. No cóż, już nie kosztuje 2 złote miesięcznie. A jeżeli chodziło o przewidywania rynkowe… czy obecna generacja w końcu się rozkręciła? Nie wiem, choć pomimo tego, że dodaję sobie co jakiś czas kolejne nowości na listę życzeń to nie mam wielkiego parcia na świeży temat. W 2025 na premierę kupię przygody Majimy w przebraniu pirata, aczkolwiek zagram w nie dopiero jak dogonię serię. Możliwe, że to będzie jedyna nowa pozycja w 2025. Czekam grzecznie na następcę Switcha, by nadrobić bibliotekę obecnej generacji, o ile rzeczywiście dostaniemy porządną kompatybilność wsteczną z obsługą kartridży. Zobaczymy czym zaskoczą Nintendo. Jeżeli będzie inaczej to będę wahał się między nowym sprzętem, a pierwowzorem w wersji OLED. Co do postanowień noworocznych, ostatecznie moją misją było przejść cztery gry z cyklu Yakuza oraz dwie części Final Fantasy. To o dziwo się udało.

Podobnie jak w zeszłym roku wybiorę sobie trzy gry, które zasługują na wspomnienie. Już standardowo dla siebie, będzie to jakaś Yakuza. Wszystkie cztery pozycje, które pokonałem były dobrymi grami. Czwarta część to super szpil, który wprowadza moją ulubioną postać – Shuna Akiyamę. Ciężko jest cokolwiek zarzucić tej grze, bo właściwie to wszystko robi dobrze. Piątka również jest wspaniałą przygodą, choć tutaj trochę narzekałem na dużą ilość długich rozpraszaczy. Twórcy trochę zbyt ambitnie podeszli do „zróbmy wszystko więcej i lepiej” i zajęć dedykowanym poszczególnym postaciom. Mogłyby być ich trochę mniej i nikt by na tym nie ucierpiał. Na podobną przypadłość cierpi Lost Judgment, czyli kontynuacja detektywistycznej gry pobocznej do serii. Niestety, tutaj wręcz przegięto z dodatkowymi atrakcjami. Misje powiązane z aktywnością kółek zainteresowań w liceum są albo bardzo długie i monotonne (boks, wyścigi na motocyklach), albo krótkie i zrobione po łebkach (klub e-sportowy). Dlatego na specjalne wyróżnienie zasługuje w tym roku inna dodatkowa gra w serii – Yakuza: Dead Souls. Odjechana fabuła z zombiakami opanowującymi Kamurocho w roli głównej. Walka wręcz schodzi na drugi plan. Tutaj królują giwery, strzelby, karabiny maszynowe, miniguny, co tam sobie wymarzysz. Co prawda sterowanie jest bardzo kwadratowe co stanowi najgorszą stroną tego majstersztyka, ale godzina i idzie się przyzwyczaić na tyle, by sadzić soczyste strzały prosto w głowę nieumarłym i wykaszać ich całe hordy. Miasto cały czas ewoluuje: potwory przejmują kolejne ulice, obszary kwarantanny ciągle się zmieniają, miejsca dostępu za linię wroga przenoszą się, tak samo i wóz z warsztatem broni i amunicji. To pokazuje wręcz nieskończony potencjał dzielnicy, która gra główną rolę w prawie każdej grze z cyklu Yakuza od 2006 roku. Dodać do tego musimy humor, który poszedł w jeszcze większy niż zazwyczaj absurd. Postrzelamy do zombiaków z połączenia wyrzutni piłek bejsbolowych z wózkiem sklepowym oraz granatami, porozjeżdżamy potwory koparkami, weźmiemy udział w kręceniu niskobudżetowego horroru, a kulminacją może być występ Majimy na karaoke. Muzyka zasługuje tutaj na specjalne wyróżnienie, z racji sporej ilości elektroniki i zahaczanie o takie gatunki jak gabber czy digital hardcore. Dla mnie na plus, wprowadza to sporo świeżości i bujania głową. Niestety, nie jest to pozycja doskonała, gdzie poza wcześniej wspomnianym sterowaniem można też ponarzekać na misje poboczne związane z kanałami pod Kamurocho. Te rogalikowe przygody są mocno monotonne oraz obrzydliwie długie, w szczególności na dalszych etapach rozgrywki. Wielka szkoda, ponieważ historia związana z tymi aktywnościami wydawała się ciekawa. Przynajmniej do tego momentu, do którego miałem jeszcze pokłady cierpliwości.

Czytaj dalej...


26 Sty 2025

Podsumowanie roku 2024 - Kedzar

Nie pisałem na memorkę zbyt wiele w ubiegłym roku. Zaliczam to w rozrachunku do swoich porażek. Miałem nawet przygotowany tekst o Inscryption i całej niepołączonej tytularnie serii od Daniela Mullinsa. Niestety nie dopiąłem tego na ostatni guzik i odłożyłem, a w międzyczasie straciłem sporo energii oraz czasu w nowej pracy. Przełożyło się to nie tylko na piśmiennicze wojaże, ale również na samo granie i liczbę tytułów, jakie udało mi się przejść w ciągu tych dwunastu miesięcy. W 2023 dumnie wypinałem pierś i zadzierałem nosa, bijąc wyzwanie na 52 gry w roku aż o 15 pozycji. Natomiast w aktualnie zwieńczonym anno domini 2024 nawet nie dobiłem do pięćdziesiątki, ledwo przebijając cztery dyszki, i to głównie krótkich gier. Nie jest to żaden zarzut w ich stronę, bo lubię grać w zwięzłe, ale szczere i ciekawe pozycje, jedynie chciałem zwrócić uwagę, że z wolnym czasem naprawdę bywało krucho. Znalezienie chwili na wszystko, co by się chciało robić, jest chyba głównym wyzwaniem w tej naszej życiowej grze - balansowanie na granicy wyspania, zarabiania na utrzymanie i korzystania z pozostałych kilku godzin. Podsumowanie miało być jednak o grach, a nie o spowiedzi czy wartościach życiowych. Z tych kilkudziesięciu ukończonych tytułów wybrałem parę przykładów, o których pokrótce napiszę i opowiem, dlaczego akurat one mogą, a nawet powinny, zwrócić waszą uwagę.

Zaczynając od gry, która wywarła na mnie pozytywne wrażenie i to ku mojemu zaskoczeniu. Dostałem RoboCop: Rogue City w ramach prezentu (dziękuję!) i jak się okazało był na dobrej przecenie, bo aż o połowę taniej. Jednak niepewność co do jakości gry została. Nie sądziłem, że spędzę w niej 20 godzin i będę się cały czas dobrze bawił. Jak na tamtą chwilę, moje obawy były całkiem uzasadnione. Nie dość, że robił to jakiś rodzimy zespół (Teyon), to jeszcze nigdy o nim wcześniej nie słyszałem, a ten projekt wydawał się być sporą kobyłą. A tu ani budżetu, jakim mogłyby się pochwalić dobre gry od znanych studio, ani większego doświadczenia w dostarczaniu wysokiej klasy repertuaru. Niemniej jednak, darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda. Więc, jak widzicie, oczekiwania wysokie nie były. Spodziewałem się jakiegoś przeciętnego FPSa, który po prostu będzie miał za główną postać tytularnego RoboCopa, i na tym się plusy skończą. Dodatkowo, w ramach przygotowania do zabawy w cyber-policjanta, obejrzałem wszystkie trzy filmy. Tutaj muszę nadmienić, że zgadzam się z krytykami filmowymi – tylko pierwsza część wnosi coś więcej niż kino akcji, a pozostałe dwie są po prostu dobre lub średnie.

Czytaj dalej...


22 Sty 2025

Podsumowanie roku 2024 - Oskier

Wygląda na to, że w ubiegłym roku nie grałem szczególnie dużo. Próbując sobie przypomnieć, jakie tytuły pochłonęły najwięcej mojego czasu, nie jestem w stanie przywołać zbyt wielu z nich. Moje „duże” konsole służyły częściej za maszynki do oglądania treści z popularnych serwisów streamingowych niż jako platformy do gier. Skorzystały na tym handheldy, które pozwalały na bezmyślne wciskanie guzików w wyrze, tramwaju czy na działce. Może to kwestia tego, że wciąż nie przeskoczyłem na aktualną generację sprzętu i siłą rzeczy nie miałem okazji zaznajomić się z coraz większą ilością nowości, ale szczerze mówiąc nie czuję na to parcia.

Całkiem dużo godzin życia zmarnowałem na przejście dwóch części Digimon Story, korzystając z mojej wiernej PS Vity. Do tej pory miałem styczność jedynie z Cyfrowymi Potworami na Nintendo DS, a było to już ładnych parę lat temu. Musiały one jednak zostawić po sobie pozytywne wspomnienia, bo do przygód cyber szpiega (ang. Cyber Sleuth) zabrałem się ze sporym entuzjazmem. Liczyłem na grindowanie poziomów i multum możliwości rozwoju stworków, co w sumie zostało w jakimś stopniu dostarczone, jednak gry te cierpią na pewne niedojebanie. Może ktoś uznał, że w Digimony grają już tylko najwierniejsi fani, którzy znają wszystkie mechaniki na wylot i objaśnienie wszelakich niuansów związanych z digimorfozą to strata cennych bitów. Ja przez to na pewno straciłem trochę czasu, pakując moich skurwysynków jak na ruskiej siłce, by gdzieś w połowie gry ogarnąć, że nie jest to najlepsza strategia i o wiele korzystniej będzie systematycznie cofać potworki w rozwoju. Zdarza się nawet w najlepszej rodzinie. Oczywiście nie przeszkodziło mi to w późniejszym najebaniu wszystkim opcjonalnym bossom i po przewinięciu napisów końcowych, natychmiastowym rozpoczęciu części drugiej. Wspaniałe jest to, że w pewnym momencie sam już się gubiłem w meandrach ewolucji i trudno było mi orzec z jakiego pendraka powstał robo-dinozaur, anioł czy też gówno z rękoma. Aż chciało się zacytować słynne „To kto jest kurwa ojcem kogo?”.

Czytaj dalej...


16 Sty 2025

Podsumowanie roku 2024 - pazur

Z lekkim ślizgiem, ale jestem ja i moje podsumowanie roku 2024. Ten rok trochę dał w kość, ale też dużo ciekawych projektów się narodziło, więc nie ma tragedii. Coś tam było pykane, ale chyba mniej niż rok temu. Ubiegłe 365 dni zaowocowało nawet paroma fajnymi tytułami, zdecydowanie nie było sucho. W planie było niestreamowanie ale jednak zdarzało się odpalać i przechodzić jakieś crapki, bądź też nie, na wizji. Wrócę do formuły z ostatniego podsumowanka, 5 szpilów, które najbardziej zapadły mi w pamięć zostaną króciutko opisane. Zapraszam do lektury.

Zaczniemy po japońsku, koniciła – czyli Hellnight. Gra FPP typu chodzimy, gadamy, podnosimy itemy i uciekamy. W dużym skrócie, nasza postać bierze udział w wypadku na podziemnej stacji metra spowodowanym przez podobną do cyborga nieludzką istotę, która zabiła wszystkich pasażerów oprócz nas i pewnej dziewczyny. Uciekając kanałami przed stworem dobiegamy do ukrytego siedliska zwanego Siatką. Okazuje się, że pod Tokio jest podziemne Tokio – zupełnie odcięte od świata zewnętrznego. Żyją tutaj różni wyrzutkowie, ludzie poszukiwani przez prawo i inne świrusy. Naszym celem jest wydostanie się na zewnątrz, lecz droga jest długa i kręta, a oprócz potwora, który zawsze nas ściga są również kultyści i inne niezrozumiałe konstrukty. Zapuszczając się coraz to niżej okazuje się, że świat być może jest zupełnie inny niż nam się może wydawać. Gameplay jak wyżej napisałem nie jest specjalnie rozbudowany co jednak nie sprawia, że gra jest łatwa, a wręcz przeciwnie. Hellnight jest absolutnym labiryntem podobnych pokoi i korytarzy, w których nie sposób się połapać. Mamy mapę, ale nie jest za bardzo przydatna. Pokazuje co prawda, gdzie są drzwi, ale zapamiętaj, gdzie które prowadzą. To spowodowało, że oldskulowo zacząłem samemu rysować sobie mapki, żeby mieć jakieś szansę na skończenie tytułu. Tank controlsy zdecydowanie potrafią utrudnić życie, ale nie ma co się dziwić, to gra na PSX. Prawdziwym mięsem są dialogi i wybory, a tych jest naprawdę sporo. Rzeczy z pozoru nieważne potrafią mocno wpłynąć na przebieg wydarzeń, źle poprowadzony dialog może spowodować czyjąś śmierć, co może wpłynąć na ostateczne zakończenie, których jest całkiem sporo. Dużo zależy od tego jakiego towarzysza dobierzemy sobie podczas gry, a jest ich paru do zwerbowania. Mamy też proste zagadki ale głównie są to rozkminy typu gdzie jaki item dać, użyć, przynieść. Pozycja broni się głównie fabułą i tajemniczym klimatem, który dodatkowo podkręcany jest poprzez czyhającego na nas za każdym narożnikiem potwora. Bawiłem się przy tym wyśmienicie, na początku było ciężko, ale w momencie jak zacząłem rysować mapę i przestałem się gubić, to gra stała się przyjemna. Ja polecam.

Czytaj dalej...