7 Lut 2025

Astropiździarz

Policenauts

ポリスノーツ

Gdy byłem dzieckiem nie mieliśmy Internetu i smartfonów. Mleko piło się najpierw słodkie, potem kwaśne, później zsiadłe, a na końcu siedziało się w domu na zwolnieniu i oglądało Polsat.Gdy do wyboru miało się coś koło 5 (słownie – pięciu) kanałów telewizyjnych, z czego trzy państwowe, to oferta programowa stacji Pana Solorza stanowiła łakomy kąsek dla każdego Polaka.Filmy emitowane w cyklu „Mega Hit” miały pewne cechy wspólne. Były mega i były hitami. Prawdopodobnie w taki to sposób zaznajomiłem się w mym pacholęctwie z amerykańskim kinem akcji, w którym dobrzy gliniarze zabijali złych ludzi, rzucając przy tym chłodne teksty. Wspomnienia te powróciły do mnie w ostatnich dniach, gdy na wspaniałym ekranie typu OLED mojej Vity wyświetlała się nie mniej piękna gra o tytule Policenauts (pol. Astrolicjanci).

Policenauts 1

Zbierałem się do tego całe lata. Najpierw przeszkodą była bariera językowa, ponieważ oficjalnie produkcja ta nie pojawiła się poza Japonią. Gdy w końcu pojawiła się łatka zamieniająca bliżej nieokreślone krzaki na słowa w języku angielskim, problemem była emulacja. Musiałem wtedy coś poknocić w ustawieniach albo po prostu miałem pecha, bo po jakichś 30 minutach wywaliło mi w ePSXe dziwnego freeze’a. Mówiąc kolokwialnie - trochę mnie to wkurwiło i po tym wydarzeniu zapomniałem o istnieniu dzieła słynnego Kideo Hojimy na kolejne lata. Teraz nie było jednak wymówek, wszystkie moje hakerskie umiejętności zostały zaprzęgnięte do realizacji tego celu, co zaowocowało sukcesem, a w konsekwencji powstaniem tego tekstu.

Policenauts 8

Po obejrzeniu intra, które z łatwością może wywołać u wrażliwszych graczy atak padaczki, ochoczo zabrałem się za grę. Poczułem się jakbym po latach rozłąki, znów dymał tą samą laskę, z taką tylko różnicą, że przez ten czas nauczyła się kilku nowych trików. Jest to bowiem rozwinięcie idei Piździarza (ang. Snatcher), czyli trochę starszego tworu tego samego twórcy. Przyszło mi więc klikać w różne elementy statycznych planszy utrzymanych w stylistyce anime z przełomu wieków, aby wybrać rodzaj interakcji z menu kontekstowego jak za starych dobrych czasów. Nie zabrakło także momentów, w których trzeba było troszkę postrzelać albo wykonać jakieś inne zadanie wymagające zdolności manualnych. Klimat podkręcają ubogo animowane, ale i tak pięknie wykonane scenki FMV. Warto wspomnieć, że gra nie stroni od mówionych dialogów, więc dość często usłyszymy profesjonalny voice acting nawet w przypadku mniej istotnych rozmów. Gdybym miał opisać mechaniczne aspekty tego tytułu, to już bym pewnie stawiał kropkę, ale wolę skupić się na nieco innych jego aspektach.

Policenauts 3

Fabuła opowioada o losach Mela Gibsona, który na potrzeby gry nazywany jest Jonathanem Ingramem (Kojima robi tu oczywiste nawiązanie do Ingrama Bergmana – uznanego szwedzkiego reżysera i rusznikarza). Gość był niegdyś tytułowym Astrolicjantem, czyli jednym z pięciu gliniarzy mających pilnować porządku na pierwszej ludzkiej kolonii kosmicznej w początkach jej funkcjonowania. Zawód ten dawał w jakimś stopniu status gwiazdy, a nasz bohater wziął to trochę za bardzo na serio, bo podczas testowania nowego rodzaju kombinezonu, zerwał się ze sznurka i odleciał w przestrzeń kosmiczną. Prawdę mówiąc ktoś mu w tym pomógł, ale cały świat wierzy w to, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Po prawie 30 latach hibernacji podczas dryfowania w module ratunkowym, Jonathan zostaje odnaleziony i może w końcu wrócić do normalnego życia. Jest tylko jeden problem – świat się zmienił, nie można już nawet kupić normalnych szlugów, kumpli już nie ma, a żona hajtnęła się drugi raz. Przez te trochę ponad ćwierć wieku kolonia bardzo się rozwinęła i jest czymś w rodzaju autonomicznego kraju na orbicie, z własnymi służbami i ogromną korporacją, która ma swoje udziały w praktycznie każdej możliwej dziedzinie. Na Ziemi też nie jest jakoś wesoło, poziom przestępczości oscyluje gdzieś na poziomie pierwszego filmu o RoboCopie, co paradoksalnie pozwala naszemu protagoniście zarobić na swoje utrzymanie. Były policjant ma tylko jedną ścieżkę kariery: musi zostać cwelem prywatnym detektywem/negocjatorem. Ostatnimi czasy jednak na popularności zyskały porwania, których celem nie jest okup, a wypatroszenie delikwenta z jakże cennych organów wewnętrznych. Tak jest szybciej i bardziej opłacalnie, więc perspektywy na przyszłość są raczej liche. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy do biura Ingrama puka jego była żona, by prosić o pomoc w odnalezieniu jej aktualnego męża (brzmi to jak Moda na sukces), co poskutkuje podróżą na „Poza” (ang. Beyond), czyli wcześniej wspomnianą kolonię.

Policenauts 4

Nie mam zamiaru streszczać fabuły, ponieważ odebrałoby to około 95% frajdy z potencjalnej rozgrywki. Skoncentruję się na czymś innym. Z jakiegoś powodu bardzo lubię science fiction, może nie do tego stopnia, żeby pałować się do rozległych opisów działania wymyślonych maszyn, ale wciąż cieszy mnie szukanie uzasadnienia dla zastosowanych przez autora rozwiązań. Na szczęście tego Astrolicjanci nam nie szczędzą i dostarczają na każdym kroku nowych informacji o szczegółach funkcjonowania ludzkości po zrobieniu pierwszego kroku w kierunku podbicia kosmosu. Otóż taka kolonia pośrodku niczego to wcale nie jest prosta sprawa, nawet jej kształt jest cylindryczny. O ile na Ziemi, którą w świecie gry często nazywa się „Domem” (ang. Home) poruszamy się po jej zewnętrznej stronie, tak na stacji ludzkie siedliska znajdują się od strony wewnętrznej. Jest to możliwe dzięki zaawansowanej technologii pozwalającej na stworzenie sztucznej grawitacji. W ten sposób patrząc „w niebo” można zobaczyć odległe budynki i ulice. Wszystkie fury i inne pojazdy, które się tam poruszają, są zasilane elektrycznie. Na benzyniaki jest ban i nikogo nie powinno to dziwić, bo spaliny w zamkniętej przestrzeni byłyby poważnym problemem i mogłyby skutecznie utrudniać oddychanie. Bozia musiała nie chcieć, żeby rodzaj ludzki zasiedlał przestrzeń między gwiazdami, bo na śmiałków, którzy wybrali sobie tak wyszukane miejsce do życia czeka wiele niedogodności.

Policenauts 5

Jedną z nich jest niewątpliwie promieniowanie kosmiczne, którego skutkiem mogą być choroby nowotworowe. Z powodu braku grawitacji organy wewnętrzne także są narażone na różnego rodzaju zwyrodnienia a mięśnie na atrofię. W wojsku i policji wciąż trwają badania nad sztuczną krwią, pozwalającą na sprawniejszą gospodarkę tlenem i wartościami odżywczymi, co jest bardzo przydatne w warunkach kosmicznych. Niestety bardzo obciąża to nerki i zastosowanie takiej juchy wymaga regularnych dializ, oraz modyfikacji genetycznych. Z tego powodu „hoduje” się specjalnie przystosowanych do tego rozwiązania ludzi, powołanych do życia z zamrożonych jajeczek dzielnych kobiet i nasienia astronautów. Stanowią oni trzon nowoczesnych służb policyjnych, które do lamusa odsyłają tradycyjnych krawężników. Mieszkańcy „Poza” starają się niwelować między innymi wytracanie wapnia poprzez odpowiednią dietę. Ich potrawy wyglądają trochę jak to co możemy zamówić dzisiaj w modnej wegańskiej knajpce. Będzie się nazywało i wyglądało jak coś co już znasz, ale okaże się ładnie ułożoną na talerzu soją czy inną papką bez smaku. Niestety nie jest to rozwiązanie idealne przez co rośnie zapotrzebowanie na organy do przeszczepów, ponieważ wytworzenie sztucznych nerek czy wątroby wciąż znajduje się poza zasięgiem medycyny. Same szpitale wydają się tylko trochę gorsze niż te w teraźniejszej Polsce. Ze względu na oparcie ich na systemie japońskim, są one jednocześnie aptekami. Lekarz przepisuje pacjentowi proszki a ten schodzi piętro niżej i realizuje receptę nie wychodząc z budynku. Niby wygodne rozwiązanie, ale wyjątkowo mocno narażone na korupcję i nieczyste zagrania ze strony firm farmaceutycznych, które instalują w placówkach „swoich” ludzi.

Policenauts 7

Przebywanie w sztucznie stworzonym otoczeniu nie wpływa też najlepiej na psychikę. Wielu „przyjezdnych” przeżywa w pewnym momencie załamanie, zostawia wszystko łącznie z rodziną i bez słowa wraca do „Domu”. Na popularności zyskuje pogląd, że ludzkość powinna porzucić sny o kolonizacji i powrócić na rodzimą planetę, czego pokłosiem jest powstanie grup terrorystycznych traktujących takie rozważania nieco bardziej radykalnie. Większość ludzi, którzy nie radzą sobie z samotnością i poczuciem wyobcowania wybiera jednak tradycyjne metody walki z problemami, czyli używki. Bimbru to się tam raczej nie napędzi, a do tego na terenie całego „Poza” obowiązuje kategoryczny zakaz palenia fajek (nawet tych wykastrowanych) więc na popularności zyskuje narkotyk o wdzięcznej nazwie „Narc” (takiej samej jak energole z MGS4). Warto też wspomnieć o tym, że ludzie urodzeni w kolonii mówią w inny sposób niż ludzie, którzy przybyli tam z „Domu”. Nie chodzi o dobór słów czy nowy język, ale specyficzny akcent. Ma to sens biorąc pod uwagę, że są to potomkowie ludzi wszelakich ziemskich nacji zamieszkujących wspólnie relatywnie niewielką przestrzeń.

Policenauts 6

W grze zastosowano najstarszy numer świata. Dzięki temu, że Jonathan przez dłuuugi czas był wyłączony z życia, a po powrocie nabawił się wstrętu do podróży kosmicznych, poznajemy świat przedstawiony z punktu widzenia kogoś, kto nie posiada o nim pełnej wiedzy. Taki zabieg pozwala na uzasadnienie szczegółowych opisów różnych rzeczy czy zjawisk, które dla reszty postaci mogą być oczywiste. Pozyskujemy informacje razem z postacią, którą kierujemy i nie wydaje się to sztucznymi wywodami wygłaszanymi przez jej interlokutorów, co nadaje dialogom trochę więcej naturalności. Jest to dość ważne w przypadku, gdy przeważająca część rozgrywki polega na czytaniu. Wszystkie ciekawostki, które wspólnie budują bogate tło dla głównej osi fabularnej pojawiają się na ekranie w sposób niewymuszony, subtelnie uruchamiając wyobraźnie gracza i pomagając wczuć się w klimat futurologicznej opowieści.

Policenauts 2

Ja takie coś bardzo doceniam i zachęcam wszystkich zainteresowanych do poświęcenia tych około 10 godzin na ukończenie tego swoistego spin-offu „Zabójczej broni”. Dla fanów Piździarza i Solidnego Metalowego Trybu znajdzie się też kilka ukrytych smaczków. Astrolicjanci mieli być podobno w zamierzeniach powiązani z powoli nadchodzącym MGS, o czym może świadczyć obecność Meryl, która przedstawia się nam jako była członkini oddziału FOXHOUND, ale podobnie jak w przypadku filmowego „Łowcy androidów” akcje umiejscowiono o ładnych parę lat za wcześnie i nie dało się tego sensownie połączyć. Uważni gracze zaznajomieni z twórczością Kojimy znajdą bez problemu przynajmniej kilka mniej lub bardziej nachalnych nawiązań w trakcie rozgrywki. Nawet bez tego warto poznać tę przerysowaną, aczkolwiek starannie nakreśloną wizję rozwoju ludzkości w obliczu wyzwań, które dziś zdają się niemal tak samo odległe jak 30 lat temu.

- Oskier