Co nowego?

13 Maj

Nieregularność w nazwie zobowiązuje!


1 Lip 2021

FreeMCBoot - jak zainstalować na konsoli bez chipa korzystając z FreeDVDBoot? - poradnik
  • Poradniki

FreeMCBoot to narzędzie pozwalające rozszerzyć możliwości naszej konsoli Sony PlayStation 2. Poza najbardziej oczywistą rzeczą jaką jest uruchamianie kopii zapasowych gier z płyt CD, bądź DVD możemy zacząć zabawę z innymi aplikacjami: emulatory, modyfikacje systemu czy programy do włączania tytułów prosto z dysku twardego, bądź poprzez zasoby sieciowe. Do instalacji FreeMCBoot korzystając z narzędzia FreeDVDBoot potrzebujemy:

  1. Kompatybilną konsolę: dowolny model Slim (tj. od modelu SCPH-700xx w górę) lub model Fat z odpowiednia wersją DVD Player (wersja 2.10, 2.12 lub 3.04).
  2. Kartę pamięci, najlepiej oryginalną Memory Card 8MB
  3. Pendrive, bądź inny dysk przenośny USB sformatowany pod system plików FAT
  4. Nagrywarkę DVD
  5. Czystą płytę DVD, najlepiej DVD-R
  6. Zainstalowany program ImgBurn

Czytaj dalej...


14 Mar 2021

Skrzyżowanie z zagmatwaniem
  • Recenzje

Setki lat izolacji Japonii od reszty świata spowodowały, że ten kraj zawsze szedł swoją własną drogą. Nierzadko zapożyczali coś z obcej kultury, by potem to przerobić na swój własny sposób a potem ewentualnie zostać mistrzem w danej dziedzinie. Tak też Japończycy zrobili z komputerami osobistymi, które w Japonii pozostały maszynami głównie do pracy, natomiast zdecydowana większość gier była obecna na konsolach, bądź telefonach. Były jednak produkcje, które nie trafiały na te urządzenia, mianowicie tworzone przez hobbystów gry erotyczne oraz tekstowe przygodówki z dużą ilością grafik, zwane visual novel, które swoją drogą również często i gęsto zawierały niecenzuralne grafiki. Oczywiście, z biegiem czasu sytuacja ta rozwinęła się i „grzeczniejsze” produkcje zaczęły pojawiać się na konsolach do gier, szczególnie w czasach pierwszych sprzętów z napędem CD, dzięki któremu można było pomieścić setki czy tysiące niezbędnych dla historii kadrów, później przenosząc się na przenośne konsole takie jak Nintendo DS czy PlayStation Vita. Niestety, przez lata nie dane nam było zasmakować tych tytułów, gdyż niewiele z nich było lokalizowanych na rynek zachodni. Owszem, poza granicami Japonii czasem pojawiały się takowe produkcje, lecz zazwyczaj były to eroge, czyli produkcje erotyczne. Gra, którą dziś weźmiemy na tapet również była produkcją na wyłączność, gdyż pierwotnie ukazała się w 2008 roku na konsolę Nintendo Wii jedynie w Japonii. Zgarnęła tam perfekcyjną ocenę 40 punktów na 40 w magazynie Famitsu. Nam dane było czekać dziesięć kolejnych lat na doświadczenie tego fenomenu na własnej skórze. Zwie się on 428: Shibuya Scramble… i rzeczywiście jest jedną z najlepszych gier w jakie grałem w swoim życiu.

428 - Pan Yanagishita z czajnikiem

Czytaj dalej...


13 Cze 2020

Naprawiając problemy świata młotem
  • Recenzje

Lubię konsole. Jestem jednym z tych ludzi którzy potrafią kupić kolejny sprzęt nie zadbawszy o sensowną ilość tytułów do ogrania na nim. Podczas wojny pomiędzy Xboxem 360, a PlayStation 3 wybrałem tę konsolę, która nie miała wtedy gier. Ten sam manewr powtórzyłem w trakcie swojej podróży do Japonii, skąd między innymi przywiozłem dwie PlayStation Vita, po jednej dla siebie oraz Oskiera. A jak dobrze wiemy, Sony kontynuowało tradycję znaną z początków chlebaka serwując nam wąski wachlarz tytułów. Tyle, że w przypadku sprzętu stacjonarnego ten błąd został później naprawiony, natomiast kieszonkonsolka pozostała maszyną do emulacji, gier z PSP oraz visual novelek. Oczywiście wyolbrzymiam to, powodując odpowiedniej wielkości gula u fanów sprzętu z jednym wyświetlaczem. Nie byłbym sobą jednak, gdybym zaczął przygodę z Vitą jakimś sztandarowym tytułem, jak Gravity Rush, Uncharted czy Danganronpa. Pierwsze co zrobiłem to przejrzałem listę gier muzycznych i moje zainteresowanie skupiło się na Radio Hammer Station, prostą grę muzyczną wydaną przez twórców… bijatyk 2D? Bo tak, gra ta została wypuszczona przez Arc System Games (Guilty Gear, BlazBlue), a wyprodukowana przez FK Digital (Chaos Code). Taka kombinacja napewno zaowocowała czymś dziwnym, więc uruchamiamy. Swoją drogą to drugie studio, w lutym bieżącego roku ogłosiło zaprzestanie produkcji gier oraz anulowanie aktualnie rozwijanych tytułów po blisko 20 latach w branży.

W grze wcielamy się w prezenterów radiowych zwalczających problemy świata młotem, bądź innym narzędziem pełniącym jego funkcję. Pałką śmigamy w rytm muzyki, odbijając biegnących w naszą stronę wrogów na dwóch liniach, odpowiednim guziczkiem. Poza pałowaniem możemy również zbierać wyskakujące po lewej stronie ekranu prezenty, lecz musimy uważać by nie trafić na fałszywy pakunek. Niektóre ładują paski specjalnej umiejętności, a inne odnawiają nam zdrowie, które możemy stracić dopuszczając potworki do naszej postaci. Czyli łącznie używamy aż trzech przycisków, nie licząc klonów innych dodanych by wygodnie wstukiwać kombosy, które serwuje nam gra w dalszych etapach naszej przygody. Początkowo każdy etap gry to jedna piosenka, później zamienia się w to ciągi kawałków, które usłyszeliśmy już podczas wcześniejszych pojedynków. Za zaliczenie fragmentu dostajemy możliwość przejścia jego wariantu zwanego „Another”. W innych grach muzycznych, które są mi znane, utwory okraszone tą nazwą cechowały się podwyższonym poziomem trudności. Tutaj jest na odwrót, co prawda prędkość przeciwników jest podwyższona ale liczba linii po których oni na nas szarżują ograniczona jest do jednej, a dodatkowo w naszych słuchawkach słychać dźwięki sygnalizujące ilość oponentów oraz ich układ. Zabieg jest mi nie do końca zrozumiały. Dodatkowo każdy poziom w grze możemy przejść na „3 gwiazdki”, zdobywając je za opcjonalne wyzwania takie jak zaliczenie odpowiednio długiego ciągu zmiecionych z planszy absztyfikantów czy zebranie wszystkich pakunków. Często jest je łatwiej przejść na tym opcjonalnym trybie „Another” niż na podstawowym wariancie utworu. Na końcu każdego rozdziału spotykamy oczywiście bossa, którego pokonujemy odpierając jego ataki. Sama rozgrywka jest przyjemna, poziom wyzwania jest okej przez zdecydowaną większość gry, schody zaczynają się dopiero na samym końcu fabuły.

Czytaj dalej...


30 Maj 2020

Pogrywając na nostalgii
  • Recenzje

Niedziela wieczór. Muchomor popsuty. Siedzisz sobie na Facebooku i przewijasz tablicę. Czytasz. A to post ze strony Dzieci Neo, a to coś na grupce o duchologii. Dziesięć, piętnaście minut i wzdychasz. „Kiedyś to były czasy, teraz nie ma czasów.” myślisz sobie. Czy masz rację? Proste, że nie wiem. Masz? Może. Mózg i tak płata Tobie i mi figle. Skleja jedne wspomnienia z drugimi, tworzy pamięciowy kogel-mogel. Tak, by żyło się lepiej. Bo właśnie te wspominki lubią nam poprawić humor. Czasem jednak trafiasz na melancholijną przeszkodę pod postacią przykrej sprawy z przyszłości, przed którą udało Ci się kiedyś uciec. I o tych gorszych sprawach stara się być 198X - tytuł ze szwedzkiego studia Hi-Bit Studios, produkt z udanej zbiórki na Kickstarterze (czerwiec 2018).

198X - pierwsza część grafiki

Czytaj dalej...


21 Maj 2020

Czy androidy śnią o elektronicznych ludziach?
  • Publicystyka

Wyobraźmy sobie odległą przyszłość, w której androidy prowadzą świętą wojnę z robotami przysłanymi przez kosmitów, a ostatni ludzie zasiedlają księżyc z nadzieją, że powrócą kiedyś na swoją planetę. Brzmi to jak wypociny małoletniego fantasty, który dał upust swoim twórczym zapędom. Jakim cudem więc gra, która tę historię opowiada zajmuje moje myśli jeszcze długo po jej ukończeniu?

NieR: Automata stanowi bowiem bardzo udany kolaż dopracowanej rozgrywki oraz angażującej fabuły, która choć wydaje się pretekstowa, z biegiem czasu odsłania swoją głębię. Po drodze napotkamy mnóstwo nawiązań do filozofii kontynentalnej, poczynając od nazw i imion poszczególnych postaci, po głębiej zakotwiczone analogie. Wspomniany na początku konflikt jest jedynie tłem, na którym maluje się opowieść o znaczeniu człowieczeństwa w świecie pozbawionym całkowicie ludzi. Nie mija szczególnie dużo czasu nim gracz dowiaduje się, że oryginalne strony konfliktu, czyli ludzkość i rasa kosmicznych najeźdźców należą już dawno do historii, a jednak walka trwa w najlepsze. Obie sztuczne formy życia w pewien sposób aspirują do tego by stać się ludźmi. Fascynuje je historia gatunku zamieszkującego niegdyś Ziemię, jego bogata spuścizna kulturowa oraz przekrój emocji, do których był zdolny. Część robotów, która została odłączona od sieci a co za tym idzie, przestała partycypować w zbiorowym umyśle maszyn zaprogramowanych do ciągłej walki, zaczęła imitować ludzkie zachowania. Blaszaki posługujące się koncepcją rodziny, próbujące stworzyć spokojną społeczność, czy szukające po prostu nieskrępowanej frajdy, skutecznie wytrącają gracza z bezpiecznej iluzji dotyczącej przeciwnika. Początkowo jesteśmy bowiem przekonani, że eksterminujemy przedmioty, nie będące niczym więcej niż tylko narzędziem w rękach obcego agresora. Po jakimś czasie czarno-biały podział zaczyna jednak tracić ostrość. W trakcie jednego ze scenariuszy napotkać można jednostki kwestionujące zasadność swojej dalszej egzystencji. Uzyskana samoświadomość okazuje się ciężarem, który potrafi przerosnąć część z nich, w konsekwencji prowadząc do samobójstwa. Nie jest to raczej działanie o jakie można posądzić mózg elektronowy, a nawet w naturze niewiele znajdziemy gatunków, które się go podejmują.

Czytaj dalej...