14 Kwi 2026

Pokemony xD

Pokémon XD: Gale of Darkness

ポケモンXD 闇の旋風ダーク・ルギア

Jeżeli twoją głowę zaczynają zdobić powoli siwe włosy - ewentualnie przestają one rosnąć na krańcach czoła, to istnieje duża szansa, że załapałeś się na wielką Pokemanię. Kieszonkowe potwory szturmem przejęły każdą sferę naszego smutnego jak pizda życia, wnosząc trochę koloru pośród szarość dnia powszedniego. Jakoś milej ćwiczyło się pisanie w zeszycie „w trzy linie”, gdy na okładce znajdowali się Ash i Pikachu, a i facetka trochę mniej wkurwiała (chociaż i tak ją pojebało, żeby tyle zadać do domu). Trzonem diety były wtedy chipsy i rogaliki, które można było popić owocowym jogurtem z wkładką, ponieważ opakowania tych produktów zawierały gadżety z wizerunkami Pokemonów. Trzeba przyznać, że zdrowo nam wtedy odbiło, a ledwo przejechałem się po samej powierzchni, by chociaż delikatnie nakreślić, skąd bierze się u dorosłych chłopów zamiłowanie do wszystkiego z czerwono-białą piłeczką w tle. W tym roku przypada 30 rocznica powstania tej potężnej po dziś dzień marki, co jest wspaniałą okazją do nostalgicznej podróży w przeszłość, tym bardziej, że w sieciowej usłudze Nintendo pojawiła się gra nieco pominięta przez wielu fanów, w tym także i mnie.

Pokemon XD

Chodzi o Pokemon XD: Gale of Darkness, wydane oryginalnie na GameCube’a, co już samo w sobie stanowiło swego czasu utrudnienie w dostępie do tej produkcji. Fioletowa kostka nie była bowiem w Polsce sprzętem popularnym, a większość przeciętnych zjadaczy chrupek nie wiedziała pewnie o tym, że coś takiego w ogóle istnieje. Premiera gry miała miejsce w 2005 roku, gdy początkowy szał na Poksy mocno już przygasł i temat nie rozpalał już tak mocno wyobraźni dzieciaków, aczkolwiek dzięki emulatorom takim jak rew., czy VBA moja zajawka miała się wciąż bardzo dobrze. Fanowskie tłumaczenie Pokemon Red na nasz język ojczysty pomogło wielu obiecującym przegrywom zagłębić się w ten dziwny świat i poznawać jego liczne tajemnice. Na tym etapie siedziałem już dość głęboko w tym bagnie, więc miałem świadomość, że gdzieś tam daleko za granicą Pokemony napierdalają się ze sobą w trzech wymiarach. Mało tego, nie jest to tylko pokazówka i narzędzie do przeprowadzania turniejów, jak to co oferowały dwie części Stadium na Nintendo 64, ale pełnoprawna gra fabularna! Realia były jednak takie, że mogłem sobie co najwyżej pomarzyć o bliższym zaznajomieniu z tymi cudami nowoczesnej technologii. Może lepiej by się stało, gdyby pozostało to dalej w sferze marzeń…

Pokemon XD 2

Pokemon XD to kontynuacja Pokemon Colosseum, które z kolei można uznać za spin-off głównej serii, znanej z konsol przenośnych. Fabuła nie powiela znanego schematu o cudownym dziecku, które po otrzymaniu swojego pierwszego potworka, konsekwentnie pnie się na szczyt lokalnej ligi, by finalnie zostać jej mistrzem, a po drodze wypełnić wszystkie wpisy w Pokedexie. Zamiast tego wszystko kręci się wokół mrocznych Pokemonów, sztucznie zmienionych przez złych ludzi, którzy zamknęli ich serca (serio), by uczynić je maszynami do walki. Gale of Darkness rozpoczyna się od scenki, w której Lugia o zamkniętym serduszku masakruje wielki statek towarowy. Po filmiku możemy o tym zapomnieć na ładnych parę godzin, bo chwila minie zanim temat powróci. Gdy zaczyna się już właściwa rozgrywka, to zostajemy wrzuceni bez słowa do konkretnej walki potężnymi Pokami na wysokich poziomach. Po wygranej okazuje się, że to tylko symulacja VR, taki wyrafinowany sposób na ćwiczenie swoich trenerskich umiejętności, bo jest 2005 rok i mamy już taką technologię. Nasz małoletni bohater mieszka bowiem w laboratorium, ponieważ jego matka ma chyba problem z rozdzieleniem życia prywatnego od pracy. Z różnych dialogów można się dowiedzieć, że jego stary też był tęgim łbem i złotym człowiekiem, ale z jakiegoś powodu zmarł, a szkoda, bo praca bez niego zwolniła. Dowiadujemy się, że naukowcy pracują ciężko nad technologią do oczyszczania mrocznych Pokemonów, żeby posprzątać do końca resztki bałaganu, pozostałe po wydarzeniach z poprzedniej części gry. Podobno od wydarzeń z Colosseum minęło już 5 lat, co może wskazywać na to, że chyba nie dostali na te badania grantu z ministerstwa. Na szczęście zrobiono chociaż jeden krok milowy i jajogłowym udało się skonstruować urządzenie do podkradania cudzych stworków, ale tylko tych, które mają zamknięte serca. W pewnym sensie nie jest to więc ordynarna kradzież, a wyzwolenie ciemiężonego zwierzęcia spod jarzma okrutnika. W razie interwencji służb mundurowych, to będzie moja linia obrony.

Pokemon XD 3

Po dość długiej zabawie w chłopca na posyłki fabuła zaczyna się trochę rozkręcać. Pojawia się tutejszy Zespół R, który z jakiegoś powodu porywa profesora dowodzącego projektem. Wszyscy ludzie w laboratorium są cipami, więc uratowaniem naukowca musi się zająć dziecko i tak właśnie zaczyna się wielka przygoda na około 30 godzin rozgrywki. Chociaż to może trochę zbyt szumnie powiedziane. Fabuła jest tu tylko pretekstem do toczenia kolejnych walk i nikt nawet nie starał się choćby sprawić wrażenia, że jest inaczej. Szkoda, bo pomysł zrobienia gry fabularnej o Pokemonach, która odchodzi znacząco od standardowego scenariusza, nie był w tamtych czasach jakoś szczególnie eksploatowany. Możliwe, że twórcy mieli wypuścić kontynuację Pokemon Stadium na kolejną generację konsol, ale na stosunkowo późnym etapie produkcji ktoś wpadł na pomysł, żeby dołożyć jednak jakąś fabułę, bo kurde trochę wstyd na tle konkurencji. Może za pierwszym razem im to jakoś szczególnie nie wyszło, ale za to przy kolejnej części nic w tej materii nie poprawili. Są w tym jakieś zalążki budowania świata, wspomina się o tym, że region Orre nie nadaje się do życia dla dzikich Pokemonów, co tłumaczy brak losowych walk w wysokich trawach i konieczność pozyskiwania nowych potworków poprzez kradzież. Jednocześnie stosuje się leniwe zabiegi takie jak nadawanie postaciom niezależnym imion, które stanowią w pewnym sensie skrócony opis ich cech. Bogaty dziad nazywa się VERICH, bo jest very rich, a szef złej organizacji to GREEVIL, bo jest zły i skąpy. Tłumaczy to poniekąd skąd to XD w nazwie. Ogólnie wszystko sprowadza się do tego, żeby toczyć nieproporcjonalnie dużo walk z innymi trenerami w stosunku, do tego jaki robimy postęp w poznawaniu historii. Całą intrygę można by opisać na około dwóch kartkach papieru i to będąc przy tym bardzo szczegółowym i dodając od siebie trochę inwencji twórczej, a jednak przejście gry wyciąga z życia kilkadziesiąt godzin. Dlaczego? DLACZEGO?!?

Pokemon XD 4

Odpowiedź leży między innymi w tym jak przebiegają same starcia. Animacje ataków zajmują stosunkowo dużo czasu, a po zakończeniu tury możemy stracić jeszcze kolejne sekundy ze względu, na efekty związane z pogodą lub działaniem niektórych technik, które odpalają kolejne animacje. W odpowiednich warunkach możesz sobie popatrzeć jak po kolei, każdy stworek na arenie dostaje piaskiem w mordę. Niby nic takiego, ale pomnóż to kilkaset razy, to już przestaje być zabawne. Same wizualizacje ataków nie robią szczególnego wrażenia, te 20 lat temu może i bym się tym przez moment jarał, ale to co na tym etapie pokazywały odsłony z handhelda było często bardziej stylowe i czytelne. Wracając do mięsa, walczymy prawie zawsze w formule 2vs2, co było nowinką w 3. generacji pokemonów. Teoretycznie nadaje to dodatkowej taktycznej głębi, jednak metoda brutalnej siły dalej sprawuje się bardzo przywozicie i nic nie zmusza nas do tego, by rozkminiać zależności pomiędzy członkami naszej drużyny. Jeżeli jednak pokusimy się o trochę głębszą analizę unikalnych cech jakimi dysponują Poki oraz działaniu niektórych technik, można uzyskać naprawdę ciekawe rezultaty. Taki Rhyhorn działa jak piorunochron, ściągając na siebie elektryczne ataki, które całkowicie niweluje. Tego powodu będzie dobrym partnerem dla np. Pelippera, który w kontakcie z błyskawicą mógłby zamienić się w kubełek KFC. Przy okazji ze względu na to, że taki ptaszek unosi się ponad ziemią, nie oberwie rykoszetem, gdy jego kolega od uziemienia poruszy płyty tektoniczne. W sumie nic ponadto, co wprowadziły już wcześniej gry Ruby i Sapphire na Game Boya Advance, ale tam walki z użyciem dwóch Pokemonów naraz były stosunkowo rzadkie, więc okazji do wykorzystania wymyślnych taktyk też było niewiele.

Pokemon XD 5

Cały patent z mrocznymi stworkami też jest raczej pokpiony. Potworek z zamkniętym sercem jest na niezłym dopalaczu i dysponuje unikalnymi ciosami o dużej mocy, ale nie może zdobywać kolejnych poziomów doświadczenia. Do tego przez to, że nie radzi sobie z własnymi emocjami może mu się załączyć silne wyparcie, które uniemożliwia stosowanie przedmiotów leczących i zabiera odrobinę życia po każdej turze. Należy takiego młodego Wertera przywołać do porządku, wołając jego imię. W jakiś sposób odzyskuje on wtedy umocowanie w rzeczywistości i wszystko znów jest spoko przez jakiś czas. Twórcy dodali to chyba tylko po to, żeby zająć czymś w menu miejsce komendy służącej do uciekania z losowych walk, która nie miałaby tu wielkiego zastosowania. Mając na uwadze to, że jesteśmy dobrymi ludźmi, naszym celem jest oczyszczanie przechwyconych Pokemonów z dręczącego je mroku. Możemy to zrobić na dwa sposoby, przemocą i technologią. Na początku dostępna jest tylko metoda pasa, polegająca na toczeniu kolejnych walk, w trakcie których rozwija się u naszego towarzysza syndrom sztokholmski, a jego serce powoli się otwiera. Gdy ten proces dobiegnie końca, możemy udać się do specjalnego ołtarza i tam wykonać rytuał oczyszczenia. Zaraz po tym jak zrobimy to pierwszy raz, nasi kumple w laboratorium skończą pracę nad swoim autorskim urządzeniem do robienia tego samego, tylko lepiej. Według ich badań dobrze zsocjalizowane Pokemony mają pozytywny wpływ na jednostki aspołeczne. Dlatego trzeba ustawić kilka „zdrowych” okazów w kółeczku, a w jego centrum umieścić pacjenta. Proces będzie się odbywać automatycznie, gdy my będziemy zajmować się swoimi sprawami, a w momencie, gdy wszystko będzie gotowe na rytuał, dostaniemy maila z zaproszeniem do laboratorium.

Pokemon XD 6

Wybór dostępnych stworków jest całkiem zgrabny, w puli znajduje się wielu moich faworytów, przez co wybór ostatecznego kształtu ekipy nie był oczywisty. Biorąc jednak pod uwagę to jak żmudne jest wbijanie poziomów, trzeba go było dokonać w miarę szybko i stanowczo, by nie tracić więcej czasu niż to konieczne. Nie miałem już chęci na kolejne pozbawione emocji starcia, które ciągną się przez długie minuty, nie ze względu na wysoki poziom trudności, ale z powodu chujowej reżyserii. Muzyka też nie pomaga wczuć się w klimat, zdaje się ona istnieć w oderwaniu od tego co dzieje się na ekranie. W sumie cała ta gra jest zbiorem luźno powiązanych ze sobą elementów, które zdają się poruszać każde we własnym tempie. W 2005 roku świat znał już Final Fantasy X i jeszcze kilka potężnych japońskich RPG, więc było od kogo zgapić. Twórcom przyświecała chyba jednak myśl, że to tylko gra dla dzieci i można im wcisnąć gówno w niezbyt ładnym, ale błyszczącym papierku. Nie polecam, chyba że w celu zaspokojenia ciekawości.

- Oskier