28 Cze 2025

Śnieżny szon

Shaun Palmer's Pro Snowboarder

Odwieczne pytanie ludzkości: co było pierwsze - kura czy jajo? Na potrzeby tej recenzji pozwolę sobie lekko zmodyfikować je: co było pierwsze w moim życiu - gry wideo z Tonym Hawkiem w nazwie czy deskorolka? Prawdę mówiąc, zupełnie nie pamiętam. Antoni Deskorolkarz na pewno pojawił się w napędzie komputera wraz z demem drugiej części opublikowanym w czasopiśmie Cybermycha. Pamiętam jak wczoraj klawiszologię wydrukowaną w magazynie: strzałkami sterujesz postacią, natomiast spacją skaczesz. Kiedy ogrywałem tę wersję próbną z moim kolegą Michałem (pozdrawiam serdecznie Ciebie i Twojego pluszowego misia, Ferdka!) wydawało nam się to zbyt uproszczone, więc po kilkunastu ułomnych przejazdach zaczęliśmy sprawdzać pozostałe klawisze na klawiaturze. Wkrótce odnaleźliśmy kolejne wybicie na dwójce z klawiatury numerycznej. Odszukanie pozostałych guziorów nie zajęło nam dużo czasu. Tony Hawk’s Pro Skater 2 teraz miał sens. W podobnym okresie musiałem naciągnąć rodziców na prawdziwą deskorolkę. Ewidentnie musiała wtedy istnieć ogólnopolska faza na skateboarding. Niestety, na moją niekorzyść sprzęt zakupiliśmy we wspaniałej sieci hipermarketów Geant. Deska była ciężka jak sam skurwysyn i brakowało jej giętkości. Wtedy nie wiedziałem, że prawdziwe blaty były robione z lekkiej sklejki. Nigdy niczego istotnego na niej nie nauczyłem się, jedynie poczyniłem skąpy progres próbując różne triki na płaskim terenie, wariując na wykładzinie w przedpokoju. Wiecie, pogo, casper i inne znane ewolucje, które rozpoczyna się w grze z (nose) manuala. Niemniej, przy ostatniej wizycie w rodzinnym domu w albumie ze zdjęciami odkopano fotkę mnie z Michałem, gdzie pozowaliśmy na betonowym podjeździe do garażu, na swoich amatorskich deseczkach. Kilka lat później dostałem prawdziwy osprzęt od wujka w USA, lecz wtedy brakowało mi samozaparcia i szukałem różnych wymówek. A to asfalt był zły, a to za daleko żeby pojechać na porządną nawierzchnię, itd. Rower i hopki to było to.

Miłość do gier wideo z gatunku sportów ekstremalnych nigdy nie umarła, a i też raz na jakiś czas lubię sobie obejrzeć materiały wideo z profesjonalistami śmigającymi na deskach, rowerze czy innym środku transportu nadającym się do jazdy wyczynowej. Co roku obiecujemy sobie z Oskierem, że wrócimy do deskorolki. Najbardziej w życiu brakuje mi chyba roweru, aczkolwiek teraz pewnie bałbym się wyskakiwać na kilka metrów czy śmigać lesie rozpędzony jak szaleniec. Mieszkając w bloku też nie wiem gdzie miałbym go trzymać. Jeden z niewielu minusów: brak ogromnego garażu czy piwnicy. Z drugiej strony to może lepiej, bo na powierzchni dwóch metrów kwadratowych u siebie już i tak chomikuję kilka telewizorów kineskopowych jak i komplet instrumentów do Guitar Hero. Co by było gdybym miał dostęp do większego magazynku…

Po sukcesie pierwszych dwóch części przygód Jastrząbka Activision postanowiło zbudować imperium gier o sportach ekstremalnych pod szyldem O2. Na przestrzeni kilkunastu pozycji (uwzględniając warianty na konsole przenośne i sprzęty zachodzącej generacji) dostaliśmy możliwość śmigania na rowerach, snowboardzie, desce surfingowej czy wakeboardzie, wszystkie sygnowane nazwiskiem jakiejś wysoko poważanej osobistości w danej dyscyplinie. W planach była też pozycja traktująca o motocrossach związana z Travisem Pastraną, jednakże w międzyczasie marka O2 umarła, a sama gra ukazała się już pod nazwą MTX Mototrax. Czy to znaczy, że amerykański wydawca dość szybko zrozumiał, że zalewanie rynku podobnymi do siebie grami bardziej szkodzi niż pomaga? Nic bardziej mylnego, gdyż następnie kontynuowali zarzynanie Neversoftu ciągłymi premierami kolejnych pozycji spod szyldu Tony Hawk’s, a później robili to samo z serią gier muzycznych Guitar Hero, którą zdobyli wykupując wydawcę i producenta plastikowych instrumentów, RedOctane. Konkurencja też nie próżnowała, gdzie na największe wyróżnienie zasługuje Acclaim publikującym serię o rowerach, podpisaną imieniem Dave’a Mirry.

Choć w kwestii deskorolek Activision wraz z Neversoftem nie mieli sobie równych przez wiele długich lat, to jest do czasu nadejścia serii Skate, inaczej sytuacja wyglądała ze snowboardem. Wydając Shaun Palmer’s Pro Snowboarder musieli oni rozpychać się łokciami w walce o pierwsze miejsce z takimi seriami jak SSX (Electronic Arts), Amped (Microsoft),1080 (Nintendo) czy Cool Boarders (Sony). Jak widać, wszyscy chcieli uszczknąć sobie kawałek tego tortu, a wymieniliśmy tylko najważniejszych pretendentów do tytułu mistrza gier z zimowym wariantem deski. Czy kalifornijska firma poradziła sobie na tym poletku? Porozważajmy na ten temat.

Stając do walki z innymi tuzami rynku growego Activision zaprosiło do współpracy twórców konkurencyjnego Cool Boarders, zaprawioną w bojach ekipę UEP Systems. Niestety, w międzyczasie udało im się zbankrutować, choć spora część zespołu na szybko zebrała się pod szyldem Dear Soft by dokończyć swoje dzieło. Japoński zespół sporo inspirował się dotychczasową twórczością Neversoftu i serią Tony Hawk’s. Struktura gry jest taka sama, tj. wybieramy sportowca oraz stok, a następnie wykonujemy na każdym z nich serię ustalonych wyzwań. Powracają misje związane z konkretnym wynikiem liczbowym, najlepszą kombinacją czy zbieraniem elementów porozrzucanych na planszy. Wszystko to staramy się wykonać będąc ograniczeni czasem, który w porównaniu do deskorolkowego pierwowzoru, różni się w zależności od lokacji. Podobieństwa znajdziemy w kwestii rozwoju, gdyż gra serwuje nam bardzo zbliżony system zwiększania umiejętności postaci do tego z serii o deskrolkach. Sterowanie również jest praktycznie takie samo, za wyjątkiem guzika odpowiedzialnego za flipy, wszakże na snowboardzie podczas jazdy nie wyskakuje się z wiązań. Pomimo tego, iż pełni tutaj taką samą funkcję to triki te są zdecydowanie dłuższe od grabów, a dodatkowo nie możemy podczas nich wprowadzać dodatkowych rotacji. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że swoją charakterystyką bardziej przypominają specjale, które też są obecne w tej pozycji. Jeżeli spędziliśmy dziesiątki lub setki godzin wcielając się w Antosia lub innego profesjonalnego skejta, będzie nam ciężko odzwyczaić się od próbowania nadużywania kwadrata, przyzwyczajeni do potrójnych kick-, hard- i heelflipów, nie wspominając już o impossible.

Skoro cechy wspólne mamy już za sobą, przejdźmy teraz do różnic. Pamiętacie poziomy downhillowe z pierwszych części Tonego? Gdy już zjechaliśmy na sam dół przejazd się kończył. Tutaj jest tak samo, lecz po drodze możemy natknąć się na wyciągi czy ski-doo zabierające nas na wyższe fragmenty stoku. Niekiedy znajdujące się nawet wyżej niż nasz punkt początkowy! Inaczej również wyprowadza się niektóre ze sztuczek. Poza standardowymi trikami znajdującymi się pod podstawowymi kierunkami oraz skosami, znajdziemy dalszą część repertuaru wklikując po dwie, niekoniecznie takie same, strzałki (lub skosy) pod rząd. Nowością są bonki, ewolucje pozwalające nam na odbijanie się od przeszkód bez zakończenia kombinacji. Wystarczy chwile przed wylądowaniem nacisnąć iks poprzedzony guzikiem kierunkowym i odbijamy się niczym piłeczka kauczukowa od ściany szkolnego korytarza. Na szczęście, nie usłyszymy zjeby od nauczyciela dyżurującego. Choć wyzwania serwowane nam przez grę w dużej mierze są podobne, o czym wspomnieliśmy akapit wyżej, na szczególne wyróżnienie zasługują misje związane z atrakcjami umieszczonymi na zjazdach. Z biegiem postępu naszych wyczynów odblokowujemy kolejne stoki, a co za tym idzie, poziom trudności się zwiększa. Musimy zdobyć więcej punktów, kombinacje są coraz bardziej wymagającej, nie inaczej jest z coraz bardziej poukrywanymi znajdźkami czy wspomnianymi wyżej misjami. Początkowo wystarczy wykonać ewolucję na jakiejś strukturze znajdującej się na trasie, później jednak te elementy są trudniejsze do zauważenia lub wymagają wysilenia naszych szarych komórek. Żeton znajduje się w garażu? Musimy znaleźć sposób jego otwarcia, w tym przypadku używając kluczyków z samochodu nieopodal. Im dalej w las, tym ciężej. Ostatnie etapy wymagają konkretnych kroków, których nie powstydziłyby się przygodówki z lat 90. Czasem musimy na coś wjechać by to uszkodzić, innym razem strzelamy z armaty, czy wykonujemy ciąg karkołomnych ewolucji by na sam koniec zniszczyć szklany sufit. Współczuję osobom, które przechodziły tę pozycję w okresie premiery gry, bez dostępu do Internetu czy solucji publikowanych w magazynach growych. Starałem się odwzorować to doświadczenie, lecz pod koniec gry już nie miałem pokładów cierpliwości i zaglądałem na serwis YouTube po rozwiązania, gdyż pisemne solucje z Gamefaqs nie pomagały. Niemniej, podziwiam twórców za pomysłowość, która niestety niekoniecznie szła w parze z przyjemnością płynącą z rozgrywki.

Ekipę stojącą za tym doświadczeniem na pewno trzeba pochwalić za umiejętności programistyczne. Płynność. Gra bardzo rzadko chrupie, liczba klatek na sekundę jest wysoka, choć grafika niczym konkretnym się nie wyróżnia. Moc PlayStation 2 jest tutaj wyczuwalna, mając z tyłu głowy pokaz slajdów jakim potrafiły być gry z serii Tony Hawk’s na konsolach poprzedniej generacji. Poza tym, nie mam żadnych innych uwag czy wyróżnień. Jest git, nigdy nie byłem wymagający jeżeli chodzi o grafikę w grach wideo. Chyba, że to pierwsza Mafia lub gry typu pikselki ze sprzętów starszych niż pierwsze Nintendo. Wtedy kręcę nosem, choć do dzieła Czechów wróciłem i ukończyłem. Veni, vidi, vici czy coś, nie znam cesarskiego. Muzycznie gra skierowała się w stronę nu metalu, odchodząc od zwyczajowego punk rocka. Utworów nie jest za wiele i dość szybko wykuwamy cały repertuar na blachę, w szczególności biorąc pod uwagę fakt, iż każda nowa próba zmienia kawałek, co przy częstych restartach może u niektórych powodować irytację. Niemniej, ścieżka dźwiękowa daje radę, a usłyszymy tutaj takie znane zespoły jak Papa Roach, Alien Ant Farm, Static-X czy Pantera, choć moim zdaniem na specjalne wyróżnienie zasługują utwory New Disease kapeli Spineshank oraz Don’t Be Afraid od Stereomud, które są tak ikoniczne jak By The Time I Get To Arizona dla czwartego Tonego (specjalnie zostawiałem włączone menu dla tego morowego podkładu) czy Superman dla pierwszego.

Jeżeli brakuje Ci sportów ekstremalnych w życiu oraz nie za bardzo interesuje Ciebie nadchodzące odświeżenie Tony Hawk’s Pro Skater 3 oraz 4 to śmiało chwytaj za pada i odpalaj gierkę. Czy będziesz zadowolony? Tak, przynajmniej do czasu kiedy poziom trudności nie skoczy pod sufit, gdzie gra zmusi Ciebie do rozszyfrowywania struktury poziomów by rozwiązać niektóre z zadań. Ale przecież nie wszystkie gry trzeba przechodzić, wystarczy dobra zabawa, a tej jest tutaj wiele, gdyż czesanie kombosów przez całą planszę jak zwykle nie zawodzi. Oczywiście, o ile odpowiednio podszlifujesz swoje umiejętności i zrozumiesz różnice pomiędzy tą grą, a pozycjami deskorolkowymi. Łapka w górę.

- jakbu