14 Sty 2026
Podsumowanie roku 2025 - OskierTen rok minął mi w niebywale szybkim tempie. Czas jakby nagle przyspieszył i szczerze mówiąc, mam mały problem, żeby niektóre wydarzenia przypisać do odpowiednich lat. Najważniejsze, że kupiłem Switcha 2 dzień po premierze, bo czekałem na niego niecierpliwie. Poprzedniej konsoli Nintendo nie posiadałem, więc jak dla mnie jest bombowo. Ogrywam sobie powoli to co mnie ominęło i trochę nowości, ale gdybym był na bieżąco ze starociami, to raczej nie klaskał bym uszami z radości (a mam ku temu predyspozycję). Bananza jest bardzo przyjemna, a po nowych Pokemonach nie spodziewałem się niczego nowego, więc zostałem mile zaskoczony zmianami w systemie walki. Mario Kart World jest zajebisty podczas gry online, ale mógłby mieć trochę więcej zawartości dla jednego gracza. Jazda po otwartym świecie wydaje mi się bardzo niedopracowana, a jest to tryb, w którym znajduje się ogromny potencjał. W Metroida jeszcze nie grałem, ale pewnie kupię go na dniach. Wolę co prawda bardziej klasyczne podejście do tej serii, ale liczę na to, że w końcu skorzystam z funkcji myszki w joy-conie.
W ubiegłym roku grałem sporo w serię The Legend of Heroes, a konkretniej w jej odnogę Trails. Pierwsze trzy części wchłonąłem jedna po drugiej i już ostrze zęby na kolejne, które to już pojawiły się na Pstryka. Pod koniec roku brat pożyczył mi PlayStation 5 i zrobiłem sobie maraton „Sony type of games”. W miesiąc przeszedłem Ragnarok, Milesa Moralesa, obie części The Last of Us, ostatnie Uncharted i jego spin-off, a także remake Final Fantasy 7. Myślę, że zaspokoiłem tym samym potrzebę suplementacji poważnych gier, z poważną narracją i mogę spokojnie cisnąć dalej w Super Mario Bros. Wonder.
Ciężko mi wybrać jakąś topkę, z tego w co ciorałem, ale spróbuję. Kolejność losowa.
Call of Duty: Black Ops 7 (XBOX)
Było to kurwa najgorsze, gówno z jakim miałem do czynienia. Gra przystosowana całkowicie pod multiplayer. Do tego stopnia, że kampania singlowa na dobrą sprawę nie istnieje. Trzy razy musiałem powtarzać całe misje, bo grając samemu zostawiłem pada na parę minut i dostałem kicka. Poza tym robociki mają w chuj HP i czułem się jakbym grał w jakiś crossover CoD i Borderlands. Fabuła też była nędzna…
Planet Laika (PSX)
Grałem w to na początku roku i nawet napisałem o tej chorej produkcji tekst na memorkę. Miałem go jeszcze tylko poprawić, po tym jak bliżej zapoznam się z dziełami Junga. Jakoś tak się stało, że mój zapał zgasł i poszło to w pizdu. Życie. Sama gra jest ostro pojebana pod każdym względem. Opowiada o psach kosmonautach z misją na Marsa. Dużo ciężkich tematów i mało gameplayu, ale ja takie eksperymenty bardzo szanuję. Polecam każdemu kto nie zmaga się aktualnie z gorszym nastrojem.
Donkey Kong Bananza (NS2)
TikTok the game. W pewnym momencie byłem nagradzany w odstępach czasu krótszych niż wyświetlanie kolejnych shortów na platformach antyspołecznościowych. Dużo satysfakcji dawało mi też tworzenie nowych dróg poprzez destrukcję. Ta gra jak żadna inna uczy nas, że czasem trzeba po prostu coś rozjebać, żeby było trochę łatwiej. DLC wciąż przede mną, ale bez pośpiechu (raczej mi go nikt nie wykupi).
Elo.