23 Sty 2026

Podsumowanie roku 2025 - Kedzar

Ubiegły rok nie był dla mnie zbyt łaskawy. Na szczęście, pojawiały się też pozytywne momenty, które jak te gwiazdki na ciemnym niebie, radośnie błyszczały. Jedną z takich chwil był przyjazd ekipy do mojego miasta i zobaczenie się z nimi po paru latach lub nawet po raz pierwszy na żywo. Serdeczne pozdrowienia dla jakbu, Oskiera i jeżyka oraz Poliny, to był spoko wypad na undergroundowy koncert między drzewami a jeziorem. Byłem też pierwszy raz na Dniach Fantastyki we Wrocławiu, gdzie liczebność przebierańców mnie nieco przytłaczała. Niemniej atmosfera była naprawdę przyjazna, a krótkie wykłady tematyczne ciekawe, aż trudno było wybrać na które się udać, najchętniej na wszystkie.

Koncert

Dawno nie pisałem dłuższych tekstów, co widać po moich wpisach na memorkę. Chyba ostatnie co napisałem, to też było podsumowanie roku. Możecie wierzyć lub nie, ale „podsumowanie znowu zaskoczyło piszących” i zdziwiłem się jak szybko kolejny rok minął. „A-ale jak to skończył? Już?” - zawyłem z bólu w myślach. Ano, już, więc oto i gry. O dziwo, pomimo natłoku roboty, udało mi się ukończyć ich aż 55! Najwięcej grałem w „idle” gierki. Wiem, że jakbu ich nie pochwala jako prawdziwych gier, ale kimże ja jestem, by wzgardzić rozrywką na drugim monitorze podczas godzin pracy. Poza nimi było jeszcze multum „incremental” produkcji. Jak to mówią „numbers go up” i człowiek jest szczęśliwy, że coś osiąga – i niektóre były naprawdę solidnie zrobione. Trzecią kategorią, która okupowała moją listę ukończonych gier, jest „escape room”. Krótkie, treściwe, pozwalające wytężyć nieco mózg, a ja lubię rozwiązywać zagadki.

Cat Quest

Pojawiły się też takie produkty, które zapadły mi odrobinę mocniej w pamięci. To właśnie nimi się postaram się podzielić.

Zacznę od trylogii „Cat Quest”. Dawno temu za górami i lasami, a tak naprawdę, to po prostu parę lat wstecz, próbowałem ogrywać pierwszą część. Niestety, chyba jeszcze wtedy nie dojrzałem wystarczająco do tego typu gier. Nie rozumiałem jej. Natomiast po paru latach grania, moje porto-folio gatunkowe się znacznie powiększyło. Więc gdy wróciłem, to wreszcie doceniłem co uprzednio zostawiłem. Czyli zabawne questy, a także walki nierzadko wymagające odrobiny wysiłku. Dzięki nim, nasza postać rośnie w siłę, a za zarobione pieniądze możemy ulepszać ekwipunek stając się jeszcze potężniejszymi. Przyznam, że miałem wrażenie, że to trochę taki 2.5D „Dark Souls” dla dzieci, jeśli chodzi o walkę. Dużo uników, dużo klepania przeciwników w przerwie między ich atakami, a wszystko to w świecie uroczych zwierząt. Proste, przyjemne, i coś czego potrzebowałem. Dlatego zjadłem całą trylogię jedna gra po drugiej. Wszystkie trzy dają nam coś nowego. Usprawniają jedne rzeczy, rozwijają inne. Zmieniają środowisko i możliwości, świat i mechaniki, ale niezależnie od tego, za każdym razem czujemy, że gramy w grę siostrzaną do oryginału, trzymającą się jego rdzennych atutów.

Ball x Pit

Kolejny przykład, który zasługuje na to, by o nim wspomnieć, to „Ball x Pit”. Rzadko grywam w coś co świeżo ukazało się w sklepach, ale tutaj zrobiłem wyjątek, zachęcony przez koleżankę z pracy. Zajrzałem na stronę produktową, zagrałem w demo, kupiłem pełną wersję i przeszedłem ją w ciągu kilku dni. Osobiście uważam to za świetną reprezentację gatunku „breakout-like”, z domieszką rozwoju umiejętności i meta-progresji naszego miasteczka zaczerpniętej prosto z gatunku „rogue-lite”, a także szczyptą „bullet hell” posypaną z wierzchu. Bardzo wciągający miks. Polecam każdemu, by spróbował się w tym rozerwać. Jest tam kilkanaście postaci, a każda mająca różne umiejętności pasywne, skutkujące odmiennym zachowaniem kulek podczas ich odbijania. Osiem poziomów, odróżniających się od siebie charakterem przeciwników i tym w jaki sposób atakują gracza, a także przewodnim motywem graficznym. Jedyne co trzeba robić to odbijać kulki, a za zarobione zasoby, rozwijać miasteczko i odblokowywać kolejne postaci i umiejętności. Świetnie pokazuje jak niewiele potrzeba, by stworzyć coś wciągającego na długie godziny.

Dispatch

Na koniec może parę słów o grze, której byłem nieświadomy, aż do momentu gdy złapała medialny wiatr w żagle. Nie wiedziałem, że na nią czekam, a jednak. Zwie się „Dispatch”, i jak dla fana gier od „Telltale”, to jest wszystko to czego mi brakowało przez ostatnie lata. Są świetne dialogi, cudowne animacje i styl graficzny, niezapomniane postacie, i wybory dokonywane przez gracza, mające wpływ na historię i jej wynik. Niestety nie wygrali zbyt wiele nagród, bo wszystko zgarnęła wychwalana przez większość pod niebiosa „Clair Obscur: Expedition 33”, ale dla mnie, to „Dispatch” jest grą roku. Oby pieniądze, które wydali im się zwróciły z nadwyżką i pozwoliły na dalsze kontynuowanie tej serii, bądź stworzenie kolejnych, „telltale-like” gier, ponieważ chcę na nie czekać i je ograć.

To byłoby na tyle z podsumowania. Dziękuję każdemu, kto doczytał do końca, tym co przeczytali tylko trochę, oraz tym będącym na co dzień obok. Oby ten rok był jaśniejszy i miał dużo błyszczących się w ciemności gwiazd.

- Kedzar