14 Wrz 2025

Nieurodzaj sieci

Rok 2004. Telekomunikacja Polska wprowadza Neostradę TP o prędkości 128 kilobitów na sekundę. Dostęp do sieci powszednieje, wszakże abonament o stałej kwocie jest zdecydowanie bardziej atrakcyjną opcją od naliczania impulsowego podczas połączenia z numerem dostępowym 0202122. Pod wieloma względami, Internet ma się lepiej niż dzisiaj. Liczba stron tworzonych od fanów dla fanów jest astronomiczna, znaleźć je można łatwo na wielu topsite, czyli rankingach witryn o danej tematyce. Następuje wysyp for dyskusyjnych, ogólnotematycznych jak i specjalizujących się w niszowych dziedzinach. Wymiana plików między użytkownikami kręci się wokół różnorakich protokołów P2P, królują takie programy jak eMule, Bearshare czy Kazaa. Popularyzują się czaty, jak i komunikatory, gdzie łatwo znaleźć dziesiątki osób do konwersowania. W Internecie najzwyczajniej w świecie jest swojsko.

Rok 2025. Połączenie z Internetem ma już praktycznie każdy w Polsce. Ba, nawet wiele przedmiotów w naszych domach z niego korzysta: najczęściej telewizor, ale też pralka, piekarnik czy kamera. Prędkości liczone są w setkach oraz tysiącach megabitów. A jednak sieć WWW wydaje się być bardziej martwa niż kiedykolwiek wcześniej. Fora dyskusyjne w dużej mierze wyginęły, zastąpione przez molochy takie jak Reddit czy grupy na portalu społecznościowym Facebook. Pierwszy z nich cierpi ostatnio na przypadłości takie jak treści generowane przez sztuczną inteligencję, jak i użytkowników udających zwykłych konsumentów, podczas gdy rzeczywiście są ludźmi zatrudnionymi do reklamowania przedmiotów i usług. Ten drugi natomiast jest zamknięty - bez konta nie posurfujesz po nim. A nawet gdy takowe już założysz, szybko zauważysz, że długie dyskusje tutaj nie są w stanie występować. System nie jest do nich w ogóle przystosowany, najlepiej sprawdza się on do zadawania prostych pytań i otrzymywania odpowiedzi, tak by post w przeciągu doby mógł już być dawno zapomnianą sytuacją. Powoduje to nagminne powtarzanie się takich samych tematów. Elektrodziarze zdecydowanie by tam nie wytrzymali.

Wspominając o zamkniętej strukturze portalu Facebook warto też wspomnieć o innych serwisach społecznościowych stosujących identyczne taktyki. Chcesz zobaczyć materiały graficzne lub wideo załadowane na Instagram? Spoko, obejrzyj sobie jedno, maks dwa zdjęcia. Chwila moment i wyskoczy monit informujący o tym, by zalogować się lub założyć konto. Identyczne komunikaty pojawią się również na platformie krótkich wpisów, X. Korporacje chcą za wszelką ceną przywiązać Ciebie do danego miejsca. Im dłużej z niego korzystasz, tym lepiej jesteś sprofilowany, a algorytm celniej dobiera zawartość pod kątem twoich zainteresowań. Tworzona jest ona przez innych użytkowników, wszakże wielkie firmy stojące za stronami i aplikacjami nie tworzą niczego. Pomiędzy materiałami oczywiście pojawiają się reklamy. Same treści również mogą być postami sponsorowanymi, bo dlaczego by nie. W dzisiejszych czasach to reklama oraz handel danymi są głównym sensem istnienia Internetu.

Strony poświęcone danej tematyce dalej istnieją, choć postępująca centralizacja Internetu w dużej mierze skupia je na takich portalach jak Fandom. Zamysł nie jest zły: dostajesz platformę opartą o MediaWiki (silnik m.in. Wikipedii), w zamian za reklamy. Reklamę na pół ekranu nad całą stroną. Reklamę nad artykułem. Kilka reklam obok artykułu. Reklamę pod stroną. Jeżeli masz pecha, to któraś z reklam będzie wykorzystywać luki i wyświetli się na cały ekran. Doskonałe rozwiązanie. Oczywiście Fandom nie jest odosobnionym przypadkiem - rzekłbym, że ten problem występuje na każdym kroku. Warto również wspomnieć, że na takich stronach zazwyczaj znajdziesz raptem suche fakty, co ma swoje plusy, jak i minusy. Owszem, tym razem szansa, że ktoś zrobi Ciebie w bambuko powielając pogłoski jest zdecydowanie niższa, ale też możesz zapomnieć o przeczytaniu losowego opowiadania opartego na kanwach świata Dragon Ball podczas przeglądania strony o twórczości śp. Akiry Toriyamy. Czy to źle? Niekoniecznie. Lecz zdecydowanie czuć ten zanik kreatywności i indywidualności w sieci. Tak, dalej jest wielu artystów czy twórców w sieci, lecz skupiają swoją widownię nie na dedykowanych sobie witrynach, a na serwerach gigantów cyberprzestrzeni.

A tak właściwie to jak w ogóle szukać nieznane nam strony internetowe? Kiedyś dowiadywaliśmy się o nich z prasy, od znajomych, czy z innych witryn, w tym rankingów czy wyszukiwarek. Obecnie korzystanie z serwisów wyszukujących jest stosunkowo utrudnione. Na rynku jedynym liczącym się graczem od dziesiątek lat jest Google. Moloch ten obecnie forsuje swoją technologię Gemini, której zadaniem jest wykorzystywanie sztucznej inteligencji do streszczania informacji zamieszczonych na innych stronach, tak by użytkownik nie musiał już samemu weryfikować informacji. Nie działa to dobrze, niemniej „robot” przekonująco udaje, że wie co mówi. Obecną rolą wyszukiwarki Google jest powielanie treści z innych stron, tak, by w ostatecznym rozrachunku ruch na nich całkowicie wyginął. Skutki tego raczej będą tragiczne dla niezależnych dostawców wiedzy. Oczywiście, nikt nie zmusza do korzystania z tego rozwiązania, jednakże wyniki jego działania wyświetlają się przed jakimikolwiek innymi informacjami. Pod nimi nie znajdziecie od razu tego, czego poszukujecie, a treści sponsorowane, czy to pod postacią linków, czy zdjęć produktów (od razu z ceną!) prowadzących do sklepów internetowych. Dopiero po chwili przewijania pokrętłem myszy lub palcem po ekranie dotrzecie do tego, co rzeczywiście chcieliście znaleźć. Dodatkowo, jakimś cudem, wyniki te będą mniej trafne niż te, do których przyzwyczailiśmy się dziesięć lat temu. Alternatyw jest sporo, ale osobiście jeszcze do żadnej się nie przekonałem. Staram się działać oldskulowo: zapisując tonę zakładek oraz dzieląc się nimi ze znajomymi.

Szczerze: przez wyżej wymienione powody nie mam ostatnio chęci na spędzanie czasu w Internecie. Kilka miesięcy temu zrezygnowałem z serwisów społecznościowych ze względu na ich mechanizmy uzależniające. Czasem jeszcze łapię się na tym, że przewijam w nieskończoność krótkie materiały audiowizualne na YouTube lub portale ze śmiesznymi obrazkami, ale staram się tego unikać. Szkoda mi na to życia, obrazki logiczne same się nie rozwiążą. Nawet nie wiem co czytać, gdzie szukać. Czytnika RSS nie uruchamiałem od kilku lat, zresztą większość witryn, które mam do niego dodane już dawno zakończyły swoją działalność i co najwyżej mógłbym je odwiedzić zaglądając do Wayback Machine. Przeglądam regularnie jedną stronę z wiadomościami ze świata gier wideo, Gematsu, odwiedzam co jakiś czas jeden wortal pełen recenzji, dedykowany zapalonym graczom, Hardcore Gaming 101, oraz jeden blog o niszowych tytułach, Kimimi The Game-Eating She-Monster. W sieci jest ogromna posucha. Chyba ciutkę tęsknię za spędzaniem długich zimowych wieczorów na forach obrazkowych. Pozostaje mi jedynie zaparzyć Sagę i zapuścić na głośnikach zespół Litost, by usłyszeć, że […] mi się rzygać chce, kiedy widzę, jak taki człowiek jak ty, żyje jak emeryt. Ponieważ czasy, w których spędzę kilka godzin na czytaniu z wypiekami na twarzy dziesiątek stron merytorycznej dyskusji dwóch zapaleńców kłócących się o wyższość jednej serii japońskiej gier fabularnych nad drugą już raczej nigdy nie wrócą.

- jakbu