19 Maj 2025
Krewki sportW ramach kulturalnego spotkania z okazji obchodów świąt narodowych wypadających na początku piątego miesiąca każdego roku, urządziliśmy sobie z ekipą kameralny seans filmu „Krwawy sport”. Dzieło to zostało wyświetlone na styropianowych kasetonach zdobiących ściany mojej posiadłości na rodzinnym ogródku działkowym oraz okraszone doskonałą pracą wybitnego lektora, jakim bez wątpienia był świętej pamięci Tomasz Knapik. Sama projekcja przyniosła wszystkim wiele radości i uśmiechu, ale nikt nie spodziewał się tego, jak wiele rozrywki dostarczy nam jeszcze długo po jej zakończeniu.
Film oparty jest na prawdziwej historii kanadyjsko-amerykańskiego przeskurwysyna przedstawiającego się jako Frank Dux, o czym poinformowani zostaliśmy ze statycznej planszy na końcu filmu. Dowiedzieliśmy się też, jak wspaniałe rekordy ustanowił ten pan w dziedzinie prania po pysku i trzeba przyznać, że robią one niemałe wrażenie. Bogatszy dziś w wiedzę o innych niesamowitych osiągnięciach tego mistrza wschodnich sztuk walk, zmuszony jestem poddać pod wątpliwość trafność obsadzenia w głównej roli Jean-Claude’a Van Damme’a, gdyż mimo nienagannej prezencji w skórzanej kurtce a także bez niej, nie dorasta on zwyczajnie do butów, w które musiał wejsć przy okazji grania tak wyjątkowej persony jak Dux. Człowiek ten jako pierwszy przybysz z zachodu wygrał tajny turniej sztuk walk o swojsko brzmiącej dla Polaków nazwie „Kumite” oraz uzyskał pozwolenie, aby móc o nim opowiedzieć światu.
Niestety nie do końca wiadomo jak dokładnie wyglądało to od strony organizacyjnej, ponieważ Frank trochę gubi się we własnej opowieści. Raz opowiada o tym, że każdy wojownik musiał stoczyć dwadzieścia walk dziennie, dziesięć po śniadaniu i dziesięć po obiedzie, by w kolejnym wywiadzie zmienić nieco poprzednią wersję. Podejrzewam, że na mocy dżentelmeńskiej umowy, zobowiązał się on mimo wszystko nie zdradzać wszystkich szczegółów pospólstwu i z tego wynikać mogą pewne nieścisłości. Ważne w tym wszystkim jest to, że turniej wyłaniał najmocniejszego fajtera na świecie. Mierzyli się w nim zawodnicy reprezentujący skrajnie odmienne style walki, szerokości geograficzne i kultury. Czy nie brzmi to jakoś znajomo? Oczywiście! Od razu na myśl nasuwają się gry takie jak np. Street Fighter 2 czy Tekken, które opierają się na bardzo podobnych założeniach. Zbieranina zabijaków z całego świata walczy ze sobą by wyłonić tego jedynego, niepodważalnego mistrza sztuk wszelakich w formule full contact.
„Krwawy Sport” daje nam w jednej ze scen wskazówkę, dlaczego Dux nie pozwał Capcomu i Namco za kradzież wartości intelektualnej. Na ekranie zobaczyć możemy, że darzył on gry video pewną sympatią, gdyż jak przystało na postać tego formatu wymiatał on także na automatach arcade. Wynikać może z tego pewna pobłażliwość dla twórców tak znacznie zainspirowanych jego historią. Na samym pomyśle brutalnych zawodów podobieństwa jednak się nie kończą. Oglądając wspomniany wcześniej, klasyczny już film, można odnieść wrażenie, że niektórzy z zawodników zostali przeniesieni do cyfrowego świata niemal żywcem. Na ekranie zobaczyć możemy popisowe akcje Brusa, Lawa czy Paula z Tekkena, co aż wzbudza podejrzenia o plagiat. Jeden z uczestników Kumite prezentował wyjątkowo oryginalny styl walki, przywodzący na myśl skojarzenia z ruchami wykonywanymi przez małpę. Całkowitym przypadkiem jest to czarnoskóry przybysz z Afryki. Przez pewien czas myślałem, że tego akurat nikt nie miał jaj, aby umieścić w grze dla dzieci, ale przypomniałem sobie o istnieniu Blanki. Przemalowany na zielono, przemeldowany do Brazylii i wzmocniony o umiejętność rażenia przeciwników prądem został podstępnie wkomponowany w szeregi ulicznych wojowników.
Twórcy Mortal Kombat również mają wobec historii Franka solidny dług, aczkolwiek trzeba przyznać, że w tym przypadku przybrało to wymiar nieco postmodernistyczny. Zamiast odnosić się bezpośrednio do Duxa jako postaci autentycznej, wykorzystano wizerunek JCVD grającego go w „Krawym sporcie”. Jest to kurewsko dobre meta-nawiązanie, które pozwala wytłumaczyć się największemu zakapiorowi na planecie w razie, gdyby miał jakieś roszczenia finansowe. Mowa oczywiście o Johnnym Cage’u, który wygląda jak skóra zdarta z belgijskiego aktora. Skąd wiadomo jednak, że jest to tak naprawdę odwzorowanie Franka? Bazując na materiale źródłowym, czyli opartym na faktach filmie, do którego choreografią zajmował się sam mistrz dostrzegam charakterystyczne uderzenie w klejnoty podczas wykonywania szpagatu, jaki to cios współdzielą ze sobą Dux i jego growy awatar.
Wróćmy jednak na moment do Street Fightera, gdyż jest tu jeszcze jedna sprawa godna uwagi. Czytając o życiu największego spośród żyjących na Ziemi wojowników, natknąłem się na informację, iż służył on bohatersko w U.S. Army. Zawistni ludzie i tajne służby od lat zajmują się ukrywaniem dokumentacji na temat przebiegu służby Duxa, przez co musimy wierzyć w jego bezpośrednie podania, w których jednak nie zdradza on zbyt wielu szczegółów z tego okresu. Wiemy tylko, że brał udział w tajnych misjach już po zakończeniu działań w Wietnamie, łącząc w sobie wszystkie elementy wymiaru sprawiedliwości, za co przyznano mu Medal Honoru (czyżby kolejna gra czerpała pośrednio z jego życiorysu?). Czy fakt, iż zawodnikiem, który reprezentuje w grze Capcomu Stany Zjednoczone Ameryki, jest twardy żołnierz Guile to tylko przypadek? Musicie odpowiedzieć sobie na to pytanie sami. Jako podpowiedź może posłużyć to, jak na przestrzeni lat przedstawiano tę postać w kolejnych dziełach kultury. Otóż w filmie aktorskim na podstawie gier z serii Street Fighter, w rolę Guile’a wciela się nie kto inny jak sam Jean Claude Van Damme! Coś za dużo tych przypadków, nie sądzicie? Nie mam na to twardych dowodów, ale uważam, że aktor desperacko chciał jeszcze raz poczuć się jak Frank i nie zważając na znikomą jakość ekranizacji przyjął angaż bez mrugnięcia okiem. Trudno mu się dziwić.
Jak sami widzicie naprawdę wiele zawdzięczamy temu pokornemu i skromnemu człowiekowi jakim jest Frank Dux. Nie tylko szerzenie wiedzy o zabójczym uderzeniu Dim Mak, niemożliwości dokonania kradzieży miecza katana (chociaż złotą szablę – trofeum za wygranie Kumite, w pewien sposób skradli mu piraci handlujący dziećmi, więc tu nie jestem do końca pewien czy nie był to wymysł scenarzystów), czy wyjawienie tajemnic podziemnego świata sztuk walk. Wdzięczni mu jesteśmy za to jaki wpływ wywarł na twórców prymitywnych gier, które co prawda ni jak nie umywają się do wielkości historii, z której tak obficie czerpią, jednak dały nam choć w małym stopniu poczuć się jak Dux. Bo cytując postać z „Krwawego sportu” - DUX JEST LUX.