Co nowego?

18 Kwi

Dzień Kultury Japońskiej w Łodzi! Wpadnij spotkać się z nami oraz pograć w gry wideo.


3 Cze 2017

Rekonwalescencja drewnianego ucha

Często grając w nowe tytuły wyłączam ścieżkę dźwiękową, aby móc zapuścić własną muzykę z twardego dysku, bądź dalej wygodnie rozmawiać ze znajomymi przez Internet. Czy soundtracki są teraz słabsze? Nie sądzę, po prostu to moje lenistwo i ignorancja. Kiedyś natomiast mogłem godzinami krążyć furą po mieście w Grand Theft Auto słuchając szlagierów puszczanych w Mieście Nałogów, intencjonalnie wolniej jeździć, by móc dotrwać do końca utworu zanim gra zmusi mnie do wyjścia z pojazdu. Specjalnie pauzować mecze w FIF-ie, by sprawdzić jaki kolejny kawałek wylosuje system. I właśnie o takich eklektyczny tworach, a właściwie o całych seriach, które ukształtowały mój gust muzyczny będzie ten artykuł.

Zacznijmy od klasyki pełnej młodzieńczego buntu i fascynacji zachodnimi trendami. Tak można w skrócie opisać czym był skateboarding dla polskiej młodzieży na początku drugiego tysiąclecia. A wraz z nim gry z serii sygnowanej nazwiskiem pierwszego skejtera, któremu udało się wykonać obrót o 900 stopni, czyli Tony’ego Hawka. Wiedzieliście, że dalej śmiga na desce z ekipą innych podstarzałych wariatów? Niedługo na karku pięć dych, ale jak widać można. Ale nie o tym ma być ten tekst, tylko o gierkach. A te cechowały się świetnie opracowaną rozgrywką, z której wylewała się tona frajdy. No i oczywiście do tego zawsze dochodziły świetne wstawki filmowe, gdzie na przykład mogliśmy obejrzeć jak Bob Burnquist zalicza otwartą pętlę. Dorzućmy jeszcze idealną ścieżkę dźwiękową, w której głównym filarem zawsze był punk. Od niego zaczęła się pierwsza cześć, serwując nam klasykę gatunku pod postacią Dead Kennedys czy Suicidal Tendencies, przeplatając ska-punkiem granym przez Goldfinger oraz The Suicide Machines. Druga odsłona zaserwowała nam takie tuzy jak Naughty by Nature, bądź Public Enemy, czyli pełnoprawny hip-hop. Natomiast już w trzeciej części można było zaobserwować podwaliny trzeciego rodzaju muzyki jaki możemy spotkać na przestrzeni następnych serii, czyli muzyki alternatywnej. Trendy te utrzymywały się przez wszystkie kolejne części gry, jedynie dodając wariacje tychże gatunków. To właśnie grając w Tony’ego Hawka, poznałem i zakochałem się w asach gatunku jakimi są Gang Starr czy Rancid, ale i też zagłębiłem się w tak niszowe składy jak Lagwagon czy The Bouncing Souls. Warto zauważyć, iż konkurencja wcale nie pozostawała w tyle, ścieżka w grach z jazdą na BMX-ie, reklamowana nazwiskiem Dave’a Mirry też trzymała wysoki poziom, karmiąc nas Sublime czy Cypress Hill. Gorąco zachęcam do przesłuchania wszystkiego co znalazło się w obu tych seriach. A nawet lepiej będzie, jeśli zagracie w te starocie.

Czytaj dalej...


21 Maj 2017

Zabij się, to niczego nie zmienia

W ogromnej ilości gier wideo gracz może doprowadzić do śmierci kierowanego bohatera. Zazwyczaj skutkuje to oglądaniem znienawidzonego ekranu, wieszczącego koniec gry. Formą kary za nasze błędy lub brak umiejętności jest powrót do ostatniego punktu kontrolnego, gdzie dostajemy nową szansę na pomyślne przejście etapu, na którym zawiedliśmy ostatnim razem. Nie jest to jednak reguła, która dotyczy każdej gry. Istnieją tytuły, w których po porażce zmuszeni będziemy rozpocząć całą zabawę od nowa, gdyż nie uwzględniają one możliwości zapisu stanu rozgrywki. Po wyczerpaniu wszystkich dostępnych szans, powracamy do ekranu startowego, co może bardzo frustrować wielu graczy.

W obu wspomnianych wcześniej sposobach na ukaranie grającego nie czujemy jednak szczególnych emocji, wywołanych przez śmierć bohatera. Tracimy tylko trochę czasu, który jest nam potrzebny do nadrobienia zaległości, spowodowanych utratą życia. Następuje swego rodzaju zresetowanie historii i przywrócenie jej ostatniej poprawnej wersji, czyli takiej, w której bohater nadal ma szansę na doprowadzenie jej do pomyślnego zakończenia. Chyba nikt nie mówi, że Mario nie żyje gdy zdarzy mu się nawalić w starciu z Bowser’em. Nawet, gdy po utracie szansy mówimy „bohater umarł”, to sens tej wypowiedzi jest inny niż w przypadku gdybyśmy, mówili o osobie ze świata rzeczywistego. W odniesieniu do istot żyjących, mówiąc o śmierci mamy na myśli ostateczny koniec, w przypadku postaci, którą kierujemy w grze, często chodzi nam raczej o utratę jednej z wielu szans. Wiemy przecież, jak kończy się Super Mario Bros. i ta wiedza sprawia, że nie traktujemy poważnie zgonu wąsatego skoczka.

Czytaj dalej...


21 Maj 2017

Bycie fanbojem chorobą

Według Słownika Języka Polskiego fan to zagorzały zwolennik czegoś. Przez dziesiątki lat, bo od drugiej połowy XX wieku, to pojęcie było wystarczające do opisania zjawiska, jakim jest przywiązanie do drużyny, zespołu czy marki. Pozytywny wydźwięk tego słowa został zniszczony przez natarczywość niektórych jednostek, co doprowadziło do powstania negatywnego wariantu tego słowa, jakim jest psychofan. Niedawno jednak powstała nowa gałąź, którą tworzy pojęcie fanboj. Fanboizm to już głęboko zakorzenione zjawisko w polskim, jak i zagranicznej społeczności graczy. Wałkowanie tematów wyższości jednej konsoli nad drugą to chleb powszedni na forach okołogrowych, jak i branżowych serwisach. Skąd bierze się to bierze i jak możemy to sensownie wytłumaczyć?

Po pierwsze, użytkownicy, a właściwie konsumenci wielkich korporacji starają się racjonalizować swoje decyzje. Nawet jeśli te osoby przejrzą setki testów sprzętów, recenzji gier czy artykułów porównawczych, w dużej ilości przypadków to promocje czy okazje decydują, z jaką konsolą wracają ze sklepu. Nacieszą się sprzętem przez kilka dni, czy nawet godzin, a potem czują, że to nie jest do końca ich broszka. Wtedy w ich organizmie aktywują się mechanizmy obronne. Zaczynają usprawiedliwiać swoje decyzje, starają się przekonać innych, że są w błędzie. W ten sposób mogą poprawiać swoją samoocenę, upewniać się, że dokonali jedynego słusznego wyboru. Skoro oni wybrali daną rzecz, to na pewno są nieomylni, a każdy kto ma inne zdanie musi mylić się. I przy okazji, można go zbluzgać, bo dlaczego by nie, wciąż panuje przekonanie, że w Internecie jesteśmy anonimowi.

Czytaj dalej...