13 Lut 2018

Z ręki do ręki

Żyjemy w dość dziwnym świecie, gdzie nowe zabaweczki w postaci gier na konsole są wyceniane na bagatela dwieście złotych. Nie będę kwestionować zasadności tych kwot, bo żaden ze mnie Milton Friedman. Dość powiedzieć, że jeżeli chcemy grać według zasad, a nasze piterki nie są napchane sałatą, możemy być zmuszeni do szukania alternatywnych źródeł pozyskiwania kolejnych produkcji. Podobnie rzecz wygląda gdy mówimy o wszelakich „starych” grach, które od dawna nie są już dostępne w oficjalnej sprzedaży. W obu wspomnianych przypadkach z pomocą przychodzi nam rynek wtórny, czyli obrót używanym towarem.

Dziś nie trzeba już biegać po komisach i lombardach, żeby kupić sobie gierkę z drugiej ręki, powstało bowiem mnóstwo punktów, które trudnią się stricte sprzedażą używek. Ceny w nich są zazwyczaj przystępne lecz możemy natrafić na kilka niedogodności. Bardzo często pudełko jest w jakimś stopniu zniszczone, a w jego wnętrzu brakuje książeczek. Niby nic takiego, ważne wszakże aby gra hulała elegancko w czytniku, jednak miło wziąć do ręki instrukcje i uznać, że równie dobrze mogli jej nie drukować, ponieważ nie wnosi ona niczego ponad samouczek. Gdy pisałem o uszkodzonych pudełkach to bywa z tym różnie, najczęściej są ubrudzone klejem pozostałym po kolejnych cenówkach, trafiłem jednak kiedyś na okaz pogryziony przez, jak mniemam, tygrysa bengalskiego. Na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku, jednak za okładką skrywała się dziura wielkości małego miasteczka na południu Polski. Mówi się trudno. Z mojego doświadczenia wynika, że w razie gdyby konsola miała problemy z odczytaniem płyty, można ją śmiało zareklamować i liczyć na pozytywne rozpatrzenie sprawy. Trzy razy bowiem wymieniałem GTA V na inny egzemplarz, zanim pogodziłem się z tym, że moje PS3 nie jest już w szczytowej formie.

Wielu klientów zostawia starsze produkcje w częściowym rozliczeniu za jakąś nowość na czym korzystają różni łowcy okazji. Sam przeprowadzam raz na jakiś czas szybkie przeszpiegi popularnego serwisu aukcyjnego, aby sprawdzić bez wychodzenia z domu co nowego trafiło do pobliskich sklepików, ponieważ nie lubię kupować przez Internet od czasu gdy dostałem spierdolone Nintendo DS, którego wada nie była widoczna na pierwszy rzut oka). Zdarza się, że można upolować jakiś mało znany w Polsce szpil w bardzo przyjaznej cenie. Mam wrażenie, że kryteria według, których określana jest wartość danej gry zależą od wielu bzdurnych czynników. Zawsze najdroższe są aktualne części gier o kopaniu w piłkę i strzelaniu przez Internet do ludzi, którzy uprawiali seks analny z twoja matką. Na drugim miejscu są gry dla dzieci (chociaż FIFA w sumie też jest dla dzieci…), wykorzystujące popularną akurat licencję. Najczęściej są to gnioty, ale każdy kto miał styczność z małymi dzieciakami wie, że przy wyborze nie kierują się jakością samej produkcji, a raczej wyglądem okładki, która kusi znajomymi mordkami. W skrócie: rodzice wybulą trochę więcej monet na nic nie wartą grę, ponieważ bachor wywiera na nich silną presję. To zrozumiałe. Dalej zaczyna się już obszar, po którym można się w miarę bezpiecznie poruszać. Czekają tam na nas różne perełki, które szukają nowego właściciela, by potem móc mu się odwdzięczyć niczym pies ze schroniska. Oczywiście nadal możemy natrafić na jakieś byle gówno, ale po to mamy Internet w smartfonach, żeby szybko sprawdzać czy towar wart jest swojej ceny. Wygląda na to, że sprzedawcy tego za często nie robią, gdyż potrafią opchnąć za parę groszy rzadkiego japońskiego shmupa, a z drugiej strony wołać osiem dych za prawdopodobnie najchujowszą część przygód niebieskiego jeża.

Ostatnimi czasy popularne jest także kupno i wymiana gier przez fejsikowe grupki handlowe. Niby jest klawo, można tanio wykosić dobre rzeczy, ale to wszystko zależy od samej grupy i tego kto ją tworzy. Niektóre z nich pełne są ćwierćmózgów, którzy zadają naprawdę kancerogenne pytania, lub też bez ogródek starają się wydymać kontrahentów. Ja osobiście korzystam tylko z ogłoszeń, które umożliwiają odbiór osobisty, podobnie jak w przypadku słynnego OLX. Jakoś nie ufam obcym ludziom na tyle, by wierzyć im na słowo. Na minus należy też zaznaczyć spam jakim zalewa się okienko powiadomień na FB, gdy tylko ktoś wystawia nową ofertę. Czujesz, że telefon wibruje w kieszeni, robi Ci się miło, bo ktoś postanowił do ciebie napisać. Może to początek czegoś wielkiego? Nie, to tylko FIFA 18 na PS4, nikt cię nie kocha przegrywie. Jeżeli jednak jesteśmy cierpliwi, to mamy szansę zostać za to nagrodzonymi. Ludzie dość często chcą sprzedać jak najszybciej trochę starszego sprzętu i można z nimi wynegocjować satysfakcjonującą cenę. Warto więc mieć oczy otwarte.

Chciałem się tylko podzielić moimi przemyśleniami na temat rynku wtórnego w branży gier wideo. Nikomu nie narzucam jedynego słusznego sposobu zaopatrywania się w kolejne tytuły, ale być może poszerzyłem czyjąś świadomość w tym zakresie. Na koniec jeszcze kilka słów od Ojca Prowadzącego: kupujmy nośniki z grami póki jeszcze istnieją, gdyż widmo wielkich zmian ciągle majaczy na horyzoncie.

- Oskier


Komentarze

Brak komentarzy.


Napisz komentarz