3 Cze 2017

Rekonwalescencja drewnianego ucha
  • Publicystyka

Często grając w nowe tytuły wyłączam ścieżkę dźwiękową, aby móc zapuścić własną muzykę z twardego dysku, bądź dalej wygodnie rozmawiać ze znajomymi przez Internet. Czy soundtracki są teraz słabsze? Nie sądzę, po prostu to moje lenistwo i ignorancja. Kiedyś natomiast mogłem godzinami krążyć furą po mieście w Grand Theft Auto słuchając szlagierów puszczanych w Mieście Nałogów, intencjonalnie wolniej jeździć, by móc dotrwać do końca utworu zanim gra zmusi mnie do wyjścia z pojazdu. Specjalnie pauzować mecze w FIF-ie, by sprawdzić jaki kolejny kawałek wylosuje system. I właśnie o takich eklektyczny tworach, a właściwie o całych seriach, które ukształtowały mój gust muzyczny będzie ten artykuł.

Zacznijmy od klasyki pełnej młodzieńczego buntu i fascynacji zachodnimi trendami. Tak można w skrócie opisać czym był skateboarding dla polskiej młodzieży na początku drugiego tysiąclecia. A wraz z nim gry z serii sygnowanej nazwiskiem pierwszego skejtera, któremu udało się wykonać obrót o 900 stopni, czyli Tony’ego Hawka. Wiedzieliście, że dalej śmiga na desce z ekipą innych podstarzałych wariatów? Niedługo na karku pięć dych, ale jak widać można. Ale nie o tym ma być ten tekst, tylko o gierkach. A te cechowały się świetnie opracowaną rozgrywką, z której wylewała się tona frajdy. No i oczywiście do tego zawsze dochodziły świetne wstawki filmowe, gdzie na przykład mogliśmy obejrzeć jak Bob Burnquist zalicza otwartą pętlę. Dorzućmy jeszcze idealną ścieżkę dźwiękową, w której głównym filarem zawsze był punk. Od niego zaczęła się pierwsza cześć, serwując nam klasykę gatunku pod postacią Dead Kennedys czy Suicidal Tendencies, przeplatając ska-punkiem granym przez Goldfinger oraz The Suicide Machines. Druga odsłona zaserwowała nam takie tuzy jak Naughty by Nature, bądź Public Enemy, czyli pełnoprawny hip-hop. Natomiast już w trzeciej części można było zaobserwować podwaliny trzeciego rodzaju muzyki jaki możemy spotkać na przestrzeni następnych serii, czyli muzyki alternatywnej. Trendy te utrzymywały się przez wszystkie kolejne części gry, jedynie dodając wariacje tychże gatunków. To właśnie grając w Tony’ego Hawka, poznałem i zakochałem się w asach gatunku jakimi są Gang Starr czy Rancid, ale i też zagłębiłem się w tak niszowe składy jak Lagwagon czy The Bouncing Souls. Warto zauważyć, iż konkurencja wcale nie pozostawała w tyle, ścieżka w grach z jazdą na BMX-ie, reklamowana nazwiskiem Dave’a Mirry też trzymała wysoki poziom, karmiąc nas Sublime czy Cypress Hill. Gorąco zachęcam do przesłuchania wszystkiego co znalazło się w obu tych seriach. A nawet lepiej będzie, jeśli zagracie w te starocie.

Przejdźmy więc do jednej z najpopularniejszych serii na świecie, czyli Grand Theft Auto. Tytułowe kradzieże samochodów, rozboje na ulicach, napady z użyciem broni. Początkowo oceniane średnio, ze względu na przestarzałą grafikę, wraz z przeskokiem na następną generację konsol również skoczyły na szczyty tabel, zarówno sprzedaży jak i notowań. Godny uwagi jest również fakt, że nawet dwie pierwsze części zbierały pochwały za bardzo dobrą ścieżkę dźwiękową, która wówczas była tworzona specjalnie na zlecenie DMA Design, między innymi przez brytyjską wytwórnię Moving Shadow. Dopiero przy tworzeniu trzeciej iteracji skorzystano z licencjonowanych utworów, nie rezygnując jednak z muzyki pisanej wewnątrz firmy. Jednak co powoduje, że soundtrack w tej serii jest aż tak dobry? Przede wszystkim różnorodność, selekcja i doskonały podział. Każda stacja ma swojego dedykowanego prowadzącego, często osobę głęboko obeznaną w gatunku, jaki reprezentuje dane radio, przykładowo w GTA IV za radiostacją z klasycznym hip-hopem stoi legendarny DJ Premier, a za sterami Fusion FM siedzi Roy Ayers, zwany również ojcem chrzestnym neo soulu. Co ciekawe, Rockstar Games jest świadome, iż rozwija gusta muzyczne wielu graczy, co zauważalne jest w czwartej części, gdzie dodano specjalną usługę telefoniczną ZiT, identyfikującą utwory muzyczne, które możemy usłyszeć w prowadzonym pojeździe. Istotną sprawą jest również zgodność ścieżek muzycznych z ramami czasowymi gier, to jest w Vice City usłyszymy hity z lat osiemdziesiątych, natomiast w San Andreas są to gatunki, które królowały dziesięciolecie później. Konkurencja oczywiście nie próżnuje, co można zauważyć na przykład w Sleeping Dogs, które poszło tropem Grand Theft Auto, oferując radiostacje związane z wytwórniami muzycznymi, takimi jak Ninja Tune czy Warp Records.

Ostatnią już serią, która miała spory wpływ na to co teraz leci w moich głośnikach, będzie nieśmiertelna i niekończąca się FIFA. Właściwie, w tym miejscu mógłbym podać inną dowolną serię sportówek tworzoną przez EA Games, gdyż wszystkie znane są ze swoich świetnie skompilowanych ścieżek dźwiękowych. Jednakże, tak jak w NHL usłyszymy głównie punk czy inne rodzaje muzyki wywodzące się z rocka, tak w FIF-ie zawsze było eklektycznie, ale nigdy nie brakło hitów. W pierwszej części z cyferkami w nazwie, czyli FIFA 98, mogliśmy usłyszeć Song 2 zespołu Blur, a w następnej nieśmiertelne The Rockafeller Skank, przebój Fatboy Slima. Wraz z rozwojem konsol, rozwijały się też pojemności nośników, dzięki czemu soundtracki rozrastały się w zastraszającym tempie. Pierwszym w pełni zróżnicowanym był ten z mojej ukochanej FIF-y 2004, gdzie obok grającego indie rocka Kasabian można było usłyszeć synth-popowy Junior Senior, bądź Babamanię, która reprezentowała japoński rap rock. Podobnie do Rockstar Games, EA wiedziało, iż muzyka jest ich atutem, więc stworzyło EA Trax, które poza informowaniem nas o tytułach piosenek i nazwach kapel, pozwalało na tworzenie własnych playlist. Pomysł ten przyjął się również w nie-sportowych tytułach wydawcy, takich jak Burnout czy Need for Speed, ale ścieżki z tychże gier mogą stanowić materiał na kolejny artykuł. No i nie mówcie, że nigdy podczas zmiany składu podczas meczu nie czekaliście do końca utworu. Każdy tak robił!

To tylko niektóre z serii, które ukształtowały moje, jak i zapewne innych, gusta muzyczne. Ale to właśnie one, w głównym stopniu przyczyniły się do otwarcia na nowe, niezbadane przeze mnie dotąd gatunki, takie jak skate punk, hip-hop, czy elektronika. Jako najlepsze potwierdzenie zajebistości tych soundtracków, można wziąć fakt, iż nadal codziennie mi towarzyszą podczas jazdy samochodem po bułki do sklepu, bądź podróży pociągiem na uczelnię. Co prawda, głównie z Tony’ego Hawka, ale to raczej z lenistwa, niż z faktu wyższości gier ze skejterem nad innymi. Ale nie zapominajmy, że to właśnie gry podpisywane jego nazwiskiem uważane są, za największe hity pierwszego PlayStation, jak i drugiego. Serio, sprawdźcie na metacritic.

PS: Taxi drivers must die!

PS2: Dzięki Pazur za grafiki!

- jakbu