27 Sty 2019

Niematerialny detektyw
  • Recenzje

Murdered: Soul Suspect

Nazywam się Ronan O’Connor. Jestem policjantem z niesławnego miasta Salem, tak, tego od czarownic, chociaż pewnie bardziej kojarzycie tę nazwę z serialu, w którym tak wabił się pyskaty kot. Właściwie to byłem, gdyż nie żyję. Śledziłem Dzwonnika, seryjnego mordercę grasującego w naszym spokojnym mieście. Udało mi się go w końcu namierzyć jednak podczas walki wręcz wypchnął mnie przez okno. Spotkanie z asfaltem udało mi się przeżyć, z kulami wystrzelonymi z mojego pistoletu było jednak trochę trudniej. Umarłem. A tak dokładnie, to ludzka część mnie umarła. Zostałem zjawą, która nie opuści tego świata dopóki nie zamknie wszystkich spraw. A ciągnie mnie już do przejścia na tak zwany „tamten świat”, chciałbym ponownie zjednać się ze swoją zmarłą żoną, Julią.

Okazało się, że zjawy żyją pośród innych zjaw. I duchów. I demonów. O wszystkim powiedziała mi Abigail, młoda dziewczynka z warkoczykami, której chyba spodobał się ten świat. Wytłumaczyła mi też o co chodzi z opętywaniem ludzi czy przechodzeniem przez ściany. Świetna sprawa, aczkolwiek żebym mógł dostać się do jakiegoś budynku, ktoś musi zostawić do niego wejście, gdyż poprzez poświęcone ściany nie mam możliwości przejścia. Na szczęście mieszkańcy Salem sakrowali jedynie zewnętrzne ściany, także gdy już dostanę się do środka to nie mam większych problemów z podglądaniem ludzi. Z czasem nauczyłem też wpływać na obiekty podłączone do prądu, tworząc różnorakie anomalie związane z nimi. Poznałem również tajniki teleportacji.

Poznawszy podstawy życia pośmiertnego mogę wrócić do śledztwa. Postać zjawy ma dużo plusów jednakże nie mogę za bardzo wpływać na świat rzeczywisty. Ograniczam się do rekonstrukcji wydarzeń na podstawie znalezionych poszlak oraz drobnego wpływania na myśli żywych ludzi. Pomaga to, lecz czasem byłoby fajnie móc przewrócić kartki leżące na blacie czy przejrzeć kupkę zdjęć. Ale nawet i na to mam swoje sposoby. Czasem. Czasem fajnie byłoby mieć kogoś o ludzkim ciele do pomocy. Nie chcę za bardzo spojlować swojej historii, ale… poznam kogoś takiego. Osobę mocno powiązaną z całą sprawą morderstw Dzwonnika. Medium. To taka osoba, która twierdzi, że potrafi komunikować się z martwymi. Większość to oszuści, lecz ja mam fuksa. Joy taka nie jest. Mimo to, ma całkiem duży zapas swoich wad. W końcu jest jedynie człowiekiem, drobną nastolatką ze swoimi problemami.

Śledztwa nie sprawiają mi zbyt wielu problemów. Raz na jakiś czas totalnie nie rozumiem pytań w swojej głowie, przez co znalezienie poprawnej odpowiedzi zajmuje mi kilka prób. Za swoje błędne myślenie nie ponoszę jednak żadnej kary. Niekiedy przeszkadzają mi demony. Przebrzydłe postacie pojawiające się w dwóch formach. Jedna z nich to skupisko rąk wciągających mnie pod ziemię, czyli swoista przeszkadzajka blokująca mi przejście. W takich momentach muszę chwilę zastanowić się jak przedostać się na drugą stronę i nie zginąć. Całe szczęście, że nie jestem idiotą. Demony mają też tą drugą formę, która przyprawia mnie o gęsią skórkę. Przebrzydłe postacie wyglądające jak zdeformowana wersja dementorów z uniwersum Harrego Pottera pojawia się w świecie zjaw by zniszczyć nas. Grasują po korytarzach niczym strażnicy marketów po alejkach sklepowych wyszukując nasze spirytualne formy. By je pokonać zachodzę je od pleców i wysysam z nich śmierć. Przynajmniej tak to sobie wyobrażam. Jeśli coś pójdzie nie po mojej myśli, chowam się w duchach i przeskakuję pomiędzy nimi aż demony przestaną się mną interesować. Skubani dobrzy są w śledzeniu mnie i nierzadko zajmuje mi to dłuższą chwilę.

Poza rozwiązywaniem sprawy swojej śmierci staram się pomagać innym. W pewnym sensie staram się odkupić swoje winy. Wychowany w irlandzkiej rodzinie od dziecka miałem styczność z kryminałem. Swoją historię zapisałem tuszem na swoim ciele. Tradycję tę rozpoczął mój ojciec, tatuując mi znak dolara w płomieniach. Potem było już z górki. Ale zostawmy mnie i skupmy się na pomocy innym. Sporo zjaw w tym świecie było ludźmi niezasługującym na odkupienie. Wysłuchuję ich historii i decyduję się im nie pomagać. Niektórzy z nich to ostrzy pokurwieńcy, jak na przykład ten koleś karmiący świnie swoimi ofiarami. Trafiają się utrapieni ludzie nieznający swoich losów. Właśnie tych staram się wesprzeć, rozwikłując zagadkę ich śmierci. Gdy to mi się udaje, widzę jak w pełni przechodzą z tego czyśćca na tamten świat.

To nie jest jednak jedyna rzecz odciągająca mnie od mojego śledztwa. W tym pośmiertnym świecie trafiam na sporo przedmiotów związanych z moją historią jak i innych, nieznanych mi wcześniej osób. Różne pamiątkowe zdjęcia czy listy wywołują w moich myślach wspomnienia tych miłych lub przykrych momentów. Poznanie Julii, ślub czy jej śmierć. Pełen pakiet, rollercoaster uczuć. Inaczej jest z przypowieściami o innych ludziach. Porównałbym je do creepypast, które odgrywane są, gdy znajdę kilkanaście takich samych przedmiotów porozrzucanych w danej lokacji. Szkoda, że nie są one przedstawiane jako wizje, tylko jako głosy w mojej głowie. Czuję się wtedy trochę jak schizofrenik. Mogę odkrywać również swego rodzaju astralne graffiti poukrywane na murach. Niestety, nie udało mi się zgłębić tych tajnik, znajdując dwa takie malowidła z kilkudziesięciu.

Dawno nie narzekałem na swój pośmiertny żywot, prawda? Znacie tą ciekawostkę, że ludzkie oko działa jedynie w 24 klatkach na sekundę, dlatego filmy kręcone są w takiej prędkości. Otóż gówno prawda. Ludzkie oko działa w 30 klatkach. Potwierdzone info. Irytuje mnie też fakt, iż wszystkie wizje widzę w jakiejś gorszej jakości. Za życia wyobrażałem sobie je jako rozmazane „filmy” w mojej głowie. Okazuje się, że tak nie jest. Wizje, to wewnętrzne przedstawienia okraszone artefaktami kompresji niczym z epoki filmów zakodowanych w DivXie. Nie wkręcam was. Innym razem miałem też problem z przedostaniem się do dalszej części muzeum, gdyż za drzwiami znajdowała się bezkresna otchłań. Na szczęście wystarczyło wrócić się do wejścia i wszystko się naprawiało. Niemniej, dziwna sprawa.

Uznałbym swoją historię za naprawdę ciekawą. Nie rozumiem więc, czemu wiele osób uważających siebie za profesjonalnych recenzentów stwierdziło inaczej. Wspominali coś o braku istotnych wyborów, lecz nie oszukujmy się. Jestem zjawą. Mój wpływ na życie ludzi jest ograniczony. Historia została już dawno napisana, a ja jedynie potrzebuję ją rozwikłać. Zachęcam Ciebie do pomocy.

- jakbu