5 Kwi 2019

Biało-czerwona flaga
  • Publicystyka

W życiu prawie każdego gracza nadchodzi ten moment, gdy styka się z Japonią. Ich szkołą tworzenia gier, technologią, myśleniem, popkulturą. Rzekłbym, że dla zdecydowanej większości jest to proces nieświadomy. W przeszłości stwierdziłbym, że dotknął on znaczną część naszego społeczeństwa ze względu na wszechobecność tajwańskich klonów NESa, natomiast dzisiaj nie zdziwiłbym się, gdyby już co druga osoba grająca nigdy nie miała okazji zagrać w cokolwiek japońskiego. Osobiście o grach z Kraju Kwitnącej Wiśni dowiedziałem się właśnie podczas dni Pegazusa, kiedy to siedziałem przy takich grach jak Banana Prince czy Adventure Island 4 właśnie w języku japońskim. Lata później dowiedziałem się, że większość tytułów opykanych w tamtych latach pochodziła z Dalekiego Wschodu.

Ale czemu właściwie o tym piszę? Bo chciałbym przedstawić swoją miłość do japońskich gier. Jedni pokochali je za niezliczoną ilość zawiłych fabularnie i technicznie jRPG, dla innych będą to tytuły wyścigowe, jeszcze inni rajcują się bijatykami z tamtego kraju czy retro erkejdówkami. Podzielam ich zdanie ale to nie to spowodowało, że zakochałem się w produktach byłych samurajów. No dobra, trochę skłamałem, totalnie nie potrafię grać w jRPG. Ani w „nasze” RPG. Ale już wróćmy do głównego dania. Ja pokochałem te gry za ich popierdółkowatość. Kiedyś mogłem jedynie czasem czytać o dzikich pozycjach z Japonii w rubryce Ohayo Nippon w poczciwym szmatławcu, czyli PSX Extreme. Wszystko zmieniło się w dniu, w którym miałem dostęp do szerokopasmowego połączenia z Internetem. Mogłem samemu pobrać sobie ROM i wrzucić go do emulatora czy też wypalić ISO na płytkę i wsadzić do przerobionej konsoli. Nie oszukujmy się, ile osób wtedy miało możliwość ściągnięcia sobie gier z Tokio?

Pasję tę kontynuuję do dziś. Lata temu, jeszcze za czasów świetności serwisu społecznościowego jakim było Grono.net, odkryłem martwą już stronę J-Games.pl, którą w późniejszych latach zdarzyło mi się współtworzyć, razem z gronem (hehe) wspaniałych ludzi podzielających moje zainteresowania. Z wieloma udało mi się nawiązać trwające do dzisiaj znajomości, czy to online czy też w prawdziwym życiu. To tam poznałem Oskiera z którym teraz prowadzimy razem Memorkę. To dzięki tamtej ekipie zainteresowałem się bardziej japońską sceną grową czy odwiedzaniem polskich konwentów mangi i anime. Co prawda o ich istnieniu wiedziałem o wiele wcześniej, dzięki miesięcznikowi Kawaii, a samą styczność z „chińskimi bajkami” miałem od dzieciństwa to jednak dopiero po zagłębieniu się w gry z KKW wszystko odżyło na nowo. Owszem, jarałem się tym tematem za dzieciaka, oglądałem tonę odcinków Digimonów czy innego Króla Szamanów, zdarzyło mi się kupić mangę ale temat zawsze z jakiegoś powodu przygasał. Może to ta tasiemcowość Naruto, która mocno zniechęciła mnie swego czasu.

Teraz z Oskierem po latach staramy się szerzyć tą miłość poprzez działalność Memorki. Owszem, nierzadko pojawiają się tutaj tematy całkowicie niezwiązane z Japonią ale próbujemy działać także poza Internetem. Specjalnie dla was tachamy dziesiątki kilogramów sprzętu oraz gier na łódzkie konwenty by zasiać w was miłość do japońskich gier. Udostępniamy wam niedostępne dla nas kiedyś tytuł byście sami mogli się przekonać za co warto je pokochać. Strzelaniny typu Ikaruga, pokręcone gierki na wielu graczy typu Muscle Champion czy też Bishi Bashi, poważne tuzy gatunku RPG jak Xenoblade Chronicles lub Chrono Cross, bądź muzyczne tytuły jak Taiko no Tatsujin lub Beatmania. W rapie takie działanie określa się paying dues, czyli spłacaniem długu dla subkultury. Inspirowałeś się kimś kiedyś? Zacznij działać jak on, zachęć młodsze społeczeństwo do podjęcia tego samego działania. Nie wiem jak Oskiera, natomiast mnie po prostu ekscytuje takie działanie - możliwość przekonania innych do swojej pasji.

Tak, wiem, pod względem zawartości ten felieton to same wspominki, zero wartości dodatniej. W ostatnim czasie jednak nie mogłem złożyć w głowie żadnych sensownych tematów. Zanikła mi wena. Potrzebowałem wylać z siebie trochę takiego odrobinę ckliwego tekstu by się podbudować. Stare czasy nie są przecież takie złe. Może w którymś z was otworzy się teraz pas wspomnień z przeszłości i przypomnicie sobie o waszych starych pasjach. O tym jak to wy działaliście dla swoich społeczności czy subkultur. Być może wasz zapał powróci. Być może podejmiecie nowe wyzwania. Być może.

Na koniec tutaj chciałbym pozdrowić wszystkie osoby, które spotkałem w swojej drodze. Pozdrawiam moje siostry oraz szwagrów za pokazanie mi czym jest Pegazus, starego kumpla Proko, z którym przegadałem setki godzin o grach w podstawówce i gimnazjum, Adę i Patrycję (sorka, nie pamiętam już nawet waszych ksywek), dzięki którym moja pasja do kultury Japonii ponownie wróciła do łask, całą ekipę J-Games.pl, czyli Andrzeja, Ludka, CELLa, Migeru, Isakira, Suhayla, LeonAzifa, pczeka, Prostego, Nintenpsa, Oktoroka, i wszystkich innych których nie wymieniłem, z powodu luk w pamięci. Dzięki wam za wszystko.

- jakbu