25 Kwi 2018

A Normal Lost Phone – sam znajdź historię

Znajdujesz telefon. Nie wiesz kto jest jego właścicielem. Na wyświetlaczu widzisz, że ma cztery nieodczytane wiadomości od swojego ojca. Czy przejrzysz telefon tej osoby, by dowiedzieć się kim jest, czy może szanujesz prywatność drugiego i po prostu przywrócisz ustawienia fabryczne, by wyczyścić wszelkie prywatne dane?

Nic poza telefonem nie istnieje. Serio, przez całą grę na swoim wyświetlaczu widzisz jedynie wyświetlacz (hehe) telefonu. Jedyne, co możesz zrobić to poruszać się po aplikacjach czy ustawieniach urządzenia. Włączyć sobie muzykę w odtwarzaczu, poprzeglądać wydarzenia zapisane w kalendarzu, obliczyć pole trójkąta na kalkulatorze czy czytać wiadomości SMS. Tą ostatnią czynnością początkowo poruszamy historią do przodu. Z czasem uzyskujemy dostęp do kolejnych opcji, takich jak chociażby przeglądarka internetowa, prognoza pogody czy aplikacja randkowa, jednakże bez haseł czy połączenia z Internetem, ciężko się do nich dobrać. Jednakże, wszystkie niewiadome można znaleźć i wywnioskować z treści, które przeczytamy w telefonie. Czasem wymaga to łączenia przeczytanych informacji, niekiedy musimy coś obliczyć, innym razem przetrzepać telefon od deski do deski, a właściwie od appki do appki. Najprościej będzie porównać rozgrywkę do tego, co prezentowało nam kilka lat temu Her Story.

Fabularnie gra trzyma poziom – poznałem całą historię, to jest przeczytałem wszystko, do czego mogłem dostać się z poziomu telefonu: esemesy, profile i wiadomości na portalu randkowym, strony internetowe. Przyznam szczerze, że tematyka poruszana w grze jest niezwykle na czasie i moim zdaniem dobrze tłumaczy zagadnienia. Niestety, z racji konstrukcji historii, nie mogę zdradzić co to za problematyka, lecz można się jej dosyć szybko domyśleć po przeczytaniu ostrzeżenia znajdującego się na ekranie startowym gry. Poza główną historią, poznajemy perypetie właściciela telefonu. Z każdym kolejnym wpisem w archiwum poznajemy kim on był, dowiadujemy się jakie prowadził życie oraz poznajemy jego stosunki z dziewczyną, znajomymi, jak i najbliższymi. Doskonale wiemy, kiedy tak naprawdę kłamie, a z czasem również poznajemy jego motyw. Sama długość gry jest stosunkowo krótka, przejście gry nie powinno zająć dłużej niż dwie godziny – jest to jej zaleta, gdyż dłuższy czas rozgrywki przy jej mechanice byłby bardzo nużący oraz pełny zbędnych zapychaczy. A tak, dostajemy kompletny produkt, który spełnia wszystkie swoje założenia. Możemy jedynie być częściowo zawiedzeni zakończeniem, lecz rozumiem dlaczego twórcy zdecydowali się takowy wariant.

Pod względem produkcyjnym nie można się do niczego przyczepić. Grafika w grze jest pełna pastelowych kolorów, interfejs telefonu jest świetnie zaprojektowany oraz intuicyjny, a zdjęcia czy okładki płyt również urzekają stylem graficznym. Muzyka, która może przygrywać w tle nie zapada w pamięć, lecz stanowi świetne tło do rozgrywki. Jeden z kawałków nawet wpadł mi w ucho i specjalnie cofałem się do odtwarzacza, by zapisać sobie autora oraz tytuł.

Czy mam do czego się przyczepić? Nie, gra stanowi bardzo spójny produkt. Czy trafi do każdego? Zdecydowanie nie. Styl rozgrywki trafi jedynie do bardzo wąskiego grona odbiorców. Przygodówki, w których szczerze mówiąc mamy bardzo mało motywacji poza własną ciekawością raczej nie są czymś, co jara ogół. Dodatkowo, po zrozumieniu głównego wątku w historii wielu z graczy może się zniechęcić do tytułu i go porzucić. Sądzę jednak, że warto dograć go do końca, bo wbrew pozorom można sporo się z niego dowiedzieć oraz porównać swoje poglądy do tych, proponowanych przez twórców gry, Accidental Queens. Czy polecam? Tak, uważam, że nie zmarnowałem tych dziesięciu złotych.

- jakbu


Komentarze

Brak komentarzy.


Napisz komentarz