Co nowego?

25 Kwi

Czas przerwać okres ciszy...


15 Mar 2018

Szama gracza

Ostre granie podobnie jak nałogowe oglądanie seriali czy też maratony filmowe, jest czynnością wymagającą wbrew pozorom całkiem sporo energii. W trakcie porządnej sesji z konsolą warto więc zaopatrzyć się w odpowiednie smakołyki, które pomogą zregenerować siły. Działając w ten sposób, możemy zanosić się śmiechem, gdy naszym oczom ukaże się jakieś zalecenie zrobienia sobie krótkiej przerwy od grania. Co więc popijać i przekąszać w trakcie gry?

Osobiście wbrew panującym trendom nie polecam wam popijania tych słynnych napojów energetycznych. Nie są one litościwe dla bebechów, łatwo się do nich przyzwyczaić i nie powinno się ich łączyć z alkoholem. Tak więc, jeśli chodzi o napitek, to wiadomo, piwo. Browarek powinien mieć wysokie IBU (międzynarodowa jednostka goryczy), żeby nie wychlać go za szybko i nie ululać się jak jakaś fajtłapa. Poza tym chcemy się napić czegoś porządnego, co lekko umili nam czas spędzony z padem w łapie, a nie najebać Karpackim. Jak wolisz łyknąć coś łagodniejszego, doskonale nada się witbier, otwierający przed konsumentem szerokie spektrum doznań smakowych. Całkiem niezłe piwka tego typu robią browary Kormoran oraz Jan Olbracht.

Czytaj dalej...


11 Mar 2018

Jak przerobić SNES Classic? - poradnik

SNES Classic to bardzo miłe zaskoczenie i doskonała zachęta by przysiąść się do starszych tytułów. Jednakże, 21 preinstalowanych gier niekoniecznie trafią do każdego, a po przejściu ich ma się ochotę na więcej. Na szczęście, bardzo łatwo można rozbudować naszą konsolę o kolejne gry, a nawet konsole! Wszystkiego dowiecie się w poniższych poradnikach. Uwaga - zalecamy działanie poprzez port USB 2.0.

Jak zainstalować inne gry niż podstawowe?

Czytaj dalej...


22 Lut 2018

Maszyny czasu

Nigdy nie rozumiałem ludzi cieszących się z premiery Retrona czy innych „sprzętowych” emulatorów. Po co im takie sprzęty, skoro zdobycie poczciwego NESa to nadal żaden problem? Że niby kabelek HDMI jest czymś, co skłania ich do zakupu tego monstrum? No ale przecież fani starych konsol i tak grają na telewizorach „z dupą”! Nie mówiąc o tym, że „konsole” te nie potrafią odpalić wszystkich gier jakie wsadzimy do nich. A nawet jeśli je odpalą, mogą występować problemy, jak w przypadku gier z dodatkowym czipem dźwiękowym. Tak więc, o co chodzi z całkiem miłym przyjęciem tych sprzętów na rynku? Konsolek tych jest cała masa. Począwszy od licencjonowanych produktów, jakie wypuszcza Nintendo czy też Atari, poprzez emulatory korzystające z kartridży czy konsole opierające się na technologii FPGA, czyli emulatorów imitujących oryginalne podzespoły. Przykładowo, NES Mini nie ma nic wspólnego z oryginalnym NESem, gdyż działa na systemie Linux z odpowiednim emulatorem i zainstalowaną fabrycznie paczką romów. Sposób działania Retrona za bardzo nie różni się od działania konsolki Nintendo. Sprzęt firmy Hyperkin zrzuca obraz kartridża do pamięci konsoli, porównuje jego sumy kontrolne z listą oryginalnych gier i następnie emuluje je. Tak więc, wszelakie nieoryginalne gry, bądź “nagrywarki” do pobranych gier z Internetu nie będą działać. Oczywiście, w teorii. Są jednak wyjątki w tej branży i jednym z nich jest Analogue Nt mini. Pudełko to udaje zawartość prawdziwego NESa, łącznie z wszelkimi portami rozszerzeń czy wejściem na mikrofon. Tak, oryginalny Famicom miał wbudowany w drugiego pada mikrofon, służący między innymi do pokonywania niektórych stworów w Zeldzie. Tak, wersja międzynarodowa była okrojna z tego. Niestety, największą wadą tego sprzętu jest jego cena, która oscylowała w okolicach pół tysiąca dolarów. Nieprzeszkodziło to jednak wyprzedaży całego nakładu. Mili twórcy tego sprzętu dorzucili również nieoficjalny patch, rozbudowujący pudło o emulację Master Systema czy Gameboya. No i o możliwość gry prosto z karty SD, zamiast kartridży. Chyba warto, pomimo zaporowej ceny. Po sukcesie tego sprzętu niedługo na rynek trafi emulator SNESa. Na szczęście, “jedynie” 200 dolarów.

Wczoraj chyba zrozumiałem dlaczego NES Mini i inne sprzęciki z emulacją „beznośnikową” tak dobrze się sprzedają. Chodzi o niezawodność. Kompan z memorki, Oskier, chciał bym poszpilał we wszelakie gry ze sportami ekstremalnymi i zrobił ich zestawienie. Z racji tego, że seria Tony Hawk, Skate czy Dave Mirra Freestyle BMX nie są mi obce, sądziłem że to wspaniały pomysł. Ale wiadomo, takich gier wyszło o wiele więcej, jak chociażby indycze OlliOlli czy dziesiątki tego typu gier na starszych platformach. Tak więc uzbroiłem się w obrazy płyt różnych gier deskorolkowych, jako że nimi chciałem zająć się najpierw. Obrazy, bo dostępność Grind Session czy innego Street Sk8er z pierwszego PlayStation jest u nas zerowa. Szarak wyciągnięty, pad podłączony, wszystko śmiga. No prawie, bo z racji zużycia na padzie nie działają wszystkie guziory. Pierwszy mankament, naprawa może być lekko problematyczna, bo kontrolery od Szaraka nie są takie super do czyszczenia jak te od Dreamcasta – ale przeżyjemy. Z napędu w komputerze wyjeżdżają rozgrzane Verbatimy jeden za drugim, gotowe do wsadzenia do czytnika Plejaka. Komplet nagrany, więc wędrujemy do konsoli. A tutaj co? Dupa blada. Otóż nowych Verbatimów Szarak jeść nie chce. Zresztą, Makaron również nie był zadowolony z nich. Podobno jest to wina innych barwników na płycie, ale co ja tam się znam na tym? Więc pomyślałem, że może w Saturnie znajdę jakieś płyty innej marki. Udało się zdobyć kolejnego cake’a z dwudziestoma pięcioma krążkami w środku. No dobra, tak więc wypalam kolejną serię… i jest lepiej! Niektóre gry się uruchomiły po kręceniu Szarakiem w każdej płaszczyźnie, tak więc sprzęcik stał za równo na boku, jak i do góry nogami. Jak wspomniałem, gry się uruchomiły – zobaczyłem intro i tyle. Świetna zabawa, polecam. Poprzednie doświadczenia z Dreamcastem nauczyły mnie, że warto spróbować kupić najtańsze nośniki. No ale kurcze, gdzie teraz takie dostać? Czasu niestety nie miałem by pojechać do okolicznego sklepu komputerowego, więc polowałem na płyty w kioskach. Większość z nich posiadała na stanie jedynie DVD, nie mam pojęcia dlaczego. Po odwiedzeniu kilku przybytków, odniosłem sukces. Znalazłem płyty marki Shivaki. Czyżby produkowali je Hindusi? Możliwe, nazwa brzmi orientalnie. I te pseudo-indyjskie płyty zrobiły (hehe) robotę. Gry działają! W końcu jeżdżę na deskorolce tak jak pan bóg przykazał. Zawieszające się wszystkie wstawki filmowe jakoś mi nie przeszkadzały, w końcu intro ogląda się zazwyczaj raz. Chyba, że jest serio fajne, ale to ciężko stwierdzić, gdy całość klatkuje jak emulator Nintendo 64 na starusieńkim Pentium II. No dobra, przesadzam, nie jest tak źle. Ale stale wydłużających się czasów ładowania czy ogromnych ścinek w muzyce nie zdzierżę. Co z tego, że MTV Sports – Skateboarding wita mnie świetnym kawałkiem zespołu OPM „Heaven is a Halfpipe”, skoro towarzyszą mu ciągłe pauzy i dziwne trzaski, niczym z radia. Swoją drogą, utwór ten w dużej mierze jest narzekaniem na nielegalność marihuany, lecz raczej to nie był duży problem, by wsadzić go do gry dla nastolatków.

Czytaj dalej...


13 Lut 2018

Z ręki do ręki

Żyjemy w dość dziwnym świecie, gdzie nowe zabaweczki w postaci gier na konsole są wyceniane na bagatela dwieście złotych. Nie będę kwestionować zasadności tych kwot, bo żaden ze mnie Milton Friedman. Dość powiedzieć, że jeżeli chcemy grać według zasad, a nasze piterki nie są napchane sałatą, możemy być zmuszeni do szukania alternatywnych źródeł pozyskiwania kolejnych produkcji. Podobnie rzecz wygląda gdy mówimy o wszelakich „starych” grach, które od dawna nie są już dostępne w oficjalnej sprzedaży. W obu wspomnianych przypadkach z pomocą przychodzi nam rynek wtórny, czyli obrót używanym towarem.

Dziś nie trzeba już biegać po komisach i lombardach, żeby kupić sobie gierkę z drugiej ręki, powstało bowiem mnóstwo punktów, które trudnią się stricte sprzedażą używek. Ceny w nich są zazwyczaj przystępne lecz możemy natrafić na kilka niedogodności. Bardzo często pudełko jest w jakimś stopniu zniszczone, a w jego wnętrzu brakuje książeczek. Niby nic takiego, ważne wszakże aby gra hulała elegancko w czytniku, jednak miło wziąć do ręki instrukcje i uznać, że równie dobrze mogli jej nie drukować, ponieważ nie wnosi ona niczego ponad samouczek. Gdy pisałem o uszkodzonych pudełkach to bywa z tym różnie, najczęściej są ubrudzone klejem pozostałym po kolejnych cenówkach, trafiłem jednak kiedyś na okaz pogryziony przez, jak mniemam, tygrysa bengalskiego. Na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku, jednak za okładką skrywała się dziura wielkości małego miasteczka na południu Polski. Mówi się trudno. Z mojego doświadczenia wynika, że w razie gdyby konsola miała problemy z odczytaniem płyty, można ją śmiało zareklamować i liczyć na pozytywne rozpatrzenie sprawy. Trzy razy bowiem wymieniałem GTA V na inny egzemplarz, zanim pogodziłem się z tym, że moje PS3 nie jest już w szczytowej formie.

Czytaj dalej...


17 Gru 2017

Stój, bo strzelasz!

Tytuł tego tekstu zdaje się, całkiem nieźle oddawać założenia podgatunku strzelanin z widoku pierwszej osoby, zwanego z angielska rail shooter. W naszym kraju nazywamy produkcje tego typu „celowniczkami” albo też „strzelankami na szynach” ze względu na ich nieskomplikowaną mechanikę. Rolą gracza nie jest w nich bowiem bezpośrednie sterowanie postacią, gdyż ta porusza się sama, a jedynie strzelanie, najczęściej za pomocą specjalnego kontrolera imitującego broń, do kolejnych adwersarzy pojawiających się przed jej nosem. Ten schemat doskonale sprawdzał się na automatach wyposażonych w plastikowe giwery, jednak dość szybko postanowiono wprowadzić ten pomysł do naszych mieszkań.

W czasach konsol ośmiobitowych nie był to najpopularniejszy gatunek, choć pojawiło się kilka całkiem niezłych tytułów jak chociażby „The Punisher” na NESa. Super Nintendo dostało zaś hit w postaci Starfoxa, który jest kosmiczną strzelanką na szynach, a przy okazji pokazem możliwości graficznych sprzętu. Prawdziwa zabawa w domu zaczyna się jednak od czasu panowania piątej generacji. Co prawda do czerpania pełni doznań z wielu hitów, wymagany był pistolet świetlny, który nie znajdował się już w podstawowym zestawie razem z konsolą, ale był dość drogim dodatkowym kontrolerem. Istniała możliwość zabawy standardowym padem, niestety każdy kto już raz poczuł ciężar klamki z tworzywa sztucznego, nie mógł być usatysfakcjonowany tym sposobem rozgrywki. Dodać należy, że nowe telewizory ze względu na specyfikę swojej konstrukcji, nie współpracują już z dawnymi „pistoletami”, więc jeżeli nie posiadasz kineskopówki, to możesz sobie odpuścić. Na szczęście istnieje Nintendo Wii. Wielu jej nienawidzi, jeszcze więcej osób ją pokochało - konsola stawiająca na kontrolery ruchowe była dokładnie tym czego potrzebował gatunek. Nie wymagała żadnych dodatkowych akcesoriów (chociaż odpowiedni grip ułatwia zabawę), a grać mogliśmy na każdej jebanej plazmie czy LCD. Doskonałe warunki aby wskrzesić kilka serii.

Czytaj dalej...